Filmy,Lifestyle

„Agentka”, najzabawniejsza komedia tego roku

7 Cze , 2015  

 

 

Bieżący rok w kinie rozrywkowym upływa nam pod znakiem (między innymi) szpiegów. Wisienki z tego służbo-specjalnego tortu będziemy mogli skosztować już w listopadzie, kiedy do kin wejdzie „Widmo”, najnowsza część przygód Jamesa Bonda. Za nami był całkiem niezły „Kingsman”, przed nami „Człowiek z UNCLE”, adaptacja telewizyjnego hitu z lat 60-tych.

 

Tymczasem do kin wchodzi „Agentka”. Główna bohaterka, Susan, jest agentką CIA. Brzmi imponująco, nie dla niej jednak pościgi, strzelaniny i ratowanie świata. Tym zajmują się funkcjonariusze szczupli i wysportowani, jej zaś pozostaje siedzieć w agencyjnej piwnicy, w której roi się od szczurów i nietoperzy, i wspierać agentów terenowych zza biurka. Kiedy pojawia się groźba, że wróg poznał tożsamości agentów, to właśnie nikomu nieznana Susan, nie mająca żadnego doświadczenia w terenie, musi wkroczyć do akcji i udaremnić sprzedaż bomby atomowej terrorystom.

 

„Agentka” jest kolejnym, po „Druhnach” i „Gorącym towarze”, wspólnym przedsięwzięciem reżysera Paula Feiga i aktorki Melissy McCarthy. Oba te filmy były wielkimi przebojami, w czym zasługa poczucia humoru i reżyserskiej biegłości Feiga oraz aktorstwa i osobowości McCarthy. Trzeci film tej pary również będzie przebojem, bowiem „Agentka” to jedna z najzabawniejszych, jeśli nie najzabawniejsza, komedia tego roku. Humor nie jest wymuszony czy doklejany na siłę, tylko wynika wprost z opowiadanej historii. Wprawdzie balansuje na granicy dobrego smaku, czasami go przekracza, ale trudno się tym przejmować, kiedy wijemy się ze śmiechu w kinowym fotelu.

 

 

Aktorzy są rewelacyjni. Jude Law mógłby spokojnie być Bondem, jest czarujący i pewny siebie. Jason Statham gra twardziela tak jak zawsze, jednak wpasowanie go w ramy komedii na nowo ujawniło u tego byłego olimpijskiego pływaka komiczny talent, o którym przez te piętnaście lat, które minęły od premiery „Przekrętu” Guya Ritchiego, zdążyliśmy już chyba zapomnieć. Prawdziwa gwiazdą jest jednak Melissa McCarthy, znakomicie portretująca szarą biurową myszkę, która zmienia się w zadziorną i wyszczekaną „szpieżycę” (to słowo z Witkacego pasuje jak ulał).

Daję temu filmowi notę taką, że oczko wyżej są już tylko „Ojciec chrzestny” czy „Obywatel Kane”. Dlaczego tak wysoka ocena? Filmom należy stawiać oczekiwania w zależności od gatunku. Tylko idiota będzie szukał filozoficznych rozważań i wiarygodnych psychologicznie postaci w najnowszym „Mad Maksie”, a ludzi oglądających „Szepty i krzyki” dla rozrywki, to ja nawet nie chcę sobie wyobrażać. Dobrze by było, żeby komedia miała w sobie trochę goryczy, dobrze, żeby niosła w sobie jakąś życiową mądrość. Przede wszystkim jednak komedia musi być śmieszna. „Agentka” jest obłędnie zabawna. Zaopatrzcie się w chusteczki, będziecie płakać ze śmiechu.

 

Ocena: 5+

 

POLUB nas na Facebooku i obserwuj na twitterze. 

 

Marcin Gryglik

Autor Marcin

Marcin Gryglik - ur. 1985. Początkujący pisarz (początkujący od bardzo dawna), miłośnik filmu.

, ,