Ciąża,Mamy Tematy,Zdrowie

Cukrzyca ciążowa insulinozależna. Część I – Wstęp do klubu „Słodkich mam”

17 Paź , 2014  

 

Pojęcie cukrzycy ciążowej nie było mi obce. Spotkałam się z nią przy okazji ciąży mojej siostry, którą cukrzyca dotknęła w trzeciej ciąży. Może głównie dlatego, że mój siostrzeniec Maks, urodził się zupełnie zdrowy, z normalną wagą urodzeniową i dostał 10 punktów w skali Apgar, żyłam w przekonaniu, że to nic takiego strasznego, że z cukrzycą ciążową można żyć.

Nikt nie chce z nią żyć, ale niedługo miało się okazać, że będzie ona niestety wierną towarzyszką mojej ciąży. Towarzyszką, którą jestem zmuszona zwalczać, na szczęście wespół z Niemiecką Służbą Zdrowia.

Ale od początku…

Czerwona lampka, czyli jak to się wszystko zaczęło

Czerwona lampka zapaliła się około 10 tc, kiedy to na wizycie kontrolnej w moim moczu pojawił się cukier, bakterie oraz krew. Piszę o tym, bo może to być (choć oczywiście nie musi) pierwszy objaw cukrzycy ciążowej, często lekceważony przez lekarzy. Więc dziewczyny oczy i uszy otwarte!

Mój lekarz potraktował ten wynik jako efekt stanu zapalnego i przepisał mi antybiotyk. Byłam przerażona. Antybiotyk? W pierwszym trymestrze? Dostałam zapewnienie, że lek ten jest zupełnie bezpieczny dla dziecka, że infekcja dróg moczowych i stres związany z tą sytuacją, mogą wyrządzić więcej krzywdy, niż zastosowanie antybiotyku. Zaufałam i uspokoiłam się. Zaczęłam kurację.

Po 10 dniach powtórzyłam badania. Niestety nadal cukier w moczu. To pociągnęło za sobą skierowanie na badanie na obecność cukru we krwi. Oczywiście nie zdawałam sobie wtedy sprawy z czym to się może wiązać, do końca miałam nadzieje, że ten cukier w moczu to tylko wynik tego ze pochłaniałam ogromne ilości owoców, gdyż przy pierwszotrymestrowych mdłościach tylko owoce przechodziły mi przez gardło. No bo przecież nie cukrzyca ciążowa, a już na pewno nie w tym trymestrze…

Po dwóch dniach okazało się, że poziom cukru we krwi jest podwyższony. Niewiele, ale jednak.

Mój lekarz zaznaczył, że jest to sygnał, bym zwróciła uwagę na to co jem. Od razu też zostałam skierowana na konsultację do poradni diabetologicznej i na badanie krzywej cukrowej. Dodam, że jestem szczęśliwą pacjentką niemieckiej służby zdrowia.

Wynik był całkiem optymistyczny, przynajmniej dla mnie. Przy niemieckich normach 95-180-120 (odpowiednio: na czczo-  60 min od wypicia glukozy- 120 min od wypicia glukozy) moje wyniki były następujące 98-120-60. „Nie jest źle! Tylko na czczo mam poza norma!“ pomyślałam. Jednak lekarz od razu zgasił mój optymizm.

 

wyniki badań

Usłyszałam diagnozę: Cukrzyca ciążowa. To był 14 tydzień ciąży

Pierwsze co sobie przypomniałam, to słowa siostry dotyczące tego, co będę mogła a czego nie będę mogła jeść (z naciskiem na to, czego jednak nie będę mogła): „ Zapomnij o wszystkim co słodkie , o wszystkim co białe i z białej maki, i o ziemniakach oczywiście“. Ok, słodycze – „ jakoś dam rad radę”, zawsze wołałam zjeść cos konkretnego, aniżeli słodkiego. Ale  ziemniaki? Biały ryż? („Nie cierpię brązowego ryżu”). Biały makaron? Nie wspominając już o ukochanym, choć nie do końca zdrowym, białym pieczywie… No i chyba najgorsze – „Owoce ogranicz do minimum!!!“  Tylko nie to… Tylko nie owoce! A zbliżało się lato… przecież nie ma nic lepszego od lodów, dobrze schłodzonego arbuza i winogron… “O arbuzie i winogronach zapomnij, mają wysoki indeks glikemiczny“ dźwięczały mi w uszach słowa siostry. „No nic, dla dziecka wszystko! Będę musiała dać radę, w końcu pół życia spędziłam na dietach, wiec te 26 tygodni jakoś też przetrwam“, pomyślałam. „Przynajmniej nie przytyję za dużo“.

 

Ich liebe Deutschland, czyli jak chorować to tylko w Niemczech

Według niemieckich standardów, po otrzymaniu takiej diagnozy, zostałam automatycznie skierowana na szkolenie z diabetologiem. Zostałam też otoczona indywidualną opieką diabetologiczną, która zakłada cykliczne konsultacje, analizę mojej diety i sposobu leczenia. Oczywiście wszystko podlega pełnej refundacji.

Prawda jest taka, że pierwsze szkolenie mnie zupełnie nie zaskoczyło. Nie dowiedziałam się niczego nowego. I nie dlatego, że specjalista nie miał wiedzy, wręcz przeciwnie. Ale w całym tym stresie i czarnych wizjach cukrzycowych, przed szkoleniem czułam się już ekspertem w tej dziedzinie. Przeczytałam w Internecie chyba wszystko co pojawiło się na temat cukrzycy ciążowej.

Po szkoleniu, w prezencie od służby zdrowia, w eleganckim pokrowcu, dostałam gleukometr, materiały o cukrzycy ciążowej, wszystko pięknie zapakowane w gustowną niebieską torebkę (nie na takie prezenty czeka przyszła mama, uwierzcie mi). Ba, nawet dostałam małego misia dla dziecka!

 

Glukometr - maitecastillo fotografia/flickr.com

Glukometr – maitecastillo fotografia/flickr.com

 

Co więcej, jedna ze „słodkich mam“ zadała pytanie: „Ale za paski do glukometru i igły nie będziemy musiały płacić, prawda?“ Jako że mój niemiecki pozostawia jeszcze wiele do życzenia, logicznie wywnioskowałam, że źle ją zrozumiałam. Ale nasz szkoleniowiec odpowiedział: “Oczywiście,….że NIE, w ciąży macie panie wszystko za darmo“. „Za darmo?“ powtórzyłam pytanie nie dowierzając. „Tak ,za darmo“. I wtedy po raz pierwszy chyba udało mi się zażartować po niemiecku: „Ich liebe Deutschland!“ krzyknęłam.  I tak oto, z gromkim śmiechem,  zostałam przyjęta do klubu „słodkich mam”.

 

klub „słodkich mam”/ flickr.com

 

Do domu wróciliśmy we trójkę: ja, moje 14 tygodniowe dziecko w moim brzuchu i ta cholerna cukrzyca.

Wracałam obmyślając w myślach plan zniszczenia tej niechcianej towarzyszki podróży  – „zdławię ją w zarodku, nie dam jej rozwinąć skrzydeł. Pobadam, posprawdzam, zmienię dietę i zniszczę ją.”

Jak się niestety okazało ta cholera zamierzała zostać z nami na dłużej…

Już niebawem ciąg dalszy historii naszej trójki…

 

 

Nie przegap ciągu dalszego historii – POLUB nas na Facebooku i obserwuj na twitterze. 

 

 

 

Katarzyna Paris

Autor Kasia

Absolwentka Filologii Angielskiej we Wrocławiu, obecnie mieszkająca w Stuttgarcie. Do emigracji zmusiła ją trudna sytuacja... sercowa:), która zakończyła się małżeństwem:). Wcześniej nauczycielka języka angielskiego, pracująca wyłącznie z małymi dziećmi. Obecnie przyszła mama, niecierpliwie wyczekująca przyjścia na świat małego Alexandra. Miłośniczka thrillerów, puzzli oraz tradycyjnej polskiej kuchni.

, , , , , ,