Filmy,Lifestyle

„Dzika droga” Mała kobieta z dużym plecakiem

7 Lut , 2015  

 

 

„Dziką drogę” otwiera scena, w której Cheryl Strayed, odpoczywając podczas długiej wyprawy, zdejmuje niedopasowane buty, ogląda swoje odrapane, zakrwawione stopy, a następnie odrywa urwany paznokieć z dużego palca. Boli to ją, boli to widzów, kiedy to oglądamy. Właściwie, boli to mnie nawet teraz, kiedy to piszę. Jest to najmocniejsza scena filmu, ustawia poprzeczkę dość wysoko. Na szczęście dalej jest już łagodniej, chociaż ani reżyser, ani scenarzysta Nick Hornby, na co dzień wnikliwy badacz męskiej niedojrzałości z przełomu wieków, nie mają dla bohaterki litości.

Nie ma jej też sama Cheryl Strayed, autorka wspomnień, na podstawie których film powstał. Miała ciężkie życie. Po śmierci ukochanej matki nie mogła się pozbierać, pocieszenia szukała więc w narkotykach i promiskuityzmie. Na szczęście udało jej się zyskać świadomość, że tkwi w szambie. Aby ostatecznie uporać się z dręczącymi ją demonami, wyruszyła w samotną wędrówkę szlakiem Pacific Crest, ciągnącym się od granicy z Meksykiem do granicy z Kanadą.

Tak długa podróż, trwająca ponad dziewięćdziesiąt dni, musiała być bardzo nudna. Niestety, uczucie to udziela się widzom, chociaż na szczęście tylko pod koniec filmu. Przez większą część obserwujemy zmagania bohaterki z własnym zmęczeniem i nieporadnością, w retrospekcjach widzimy chwile jej upadku, a gdy Cheryl spotyka na swej drodze mężczyzn, to obgryzając paznokcie zastanawiamy się, czy zostanie zgwałcona bestialsko, czy tylko brutalnie. To jeden z ciekawszych elementów filmu, ale nie mogę zdradzić dlaczego, nie wyjawiając szczegółów fabuły. Mam nadzieję, że widzowie zrozumieją to tak samo jak ja i wyrażą uznanie dla reżyserskiej zręczności.

Materiały Prasowe

Materiały Prasowe

Reżyser jest dobry, ale filarem, na którym wspiera się cały film, jest Reese Whiterspoon. Nie lubię tej aktorki. Nawet zbliżając się do czterdziestki wciąż ma pyszczek przemądrzałej szkolnej intrygantki z „Wyborów” Alexandra Payne’a. Ma jednak ogromny talent i skłonność do poświęceń w imię sztuki, tak więc grana przez nią bohaterka wzbudziła we mnie współczucie i podziw. I to mimo mojej antypatii, jakie więc uczucia wzbudziłaby u widzów, którzy ją lubią lub którym jest obojętna! Wyrazy uznania należą się również Laurze Dern grającej zmarłą matkę. To postać pełna pogody ducha, miłości do najbliższych i radości życia, pomimo ciężkiej przeszłości i teraźniejszości. Bardzo łatwo zrobić z kogoś takiego uśmiechniętą idiotkę beztrosko nurzającą się w głupawym optymizmie. Dern nadaje jednak swojej bohaterce rys tragizmu i heroizmu. Widzimy, że każdy jej uśmiech to tak naprawdę zaciekła walka z ogarniającą ją rozpaczą. Obie panie są nominowane do Oscara jak najbardziej zasłużenie. W filmie oczywiście występują też jacyś panowie, ale większość z nich jest jak te niewidoczne pyłki, które bohaterowie powieści szpiegowskich strzepują ze swych nienagannie skrojonych garniturów.

Dzięki swej prostocie i surowości historia jest pojemna jak plecak głównej bohaterki, pod którego ciężarem ugina się, niemal szorując nosem po ziemi. Znajdziemy tu gorzkie diagnozy współczesnego społeczeństwa i odrobinę nadziei, że może być lepiej, miłość macierzyńską i ojcowską nienawiść, ludzką życzliwość i równie ludzki egoizm, nieco feminizmu i szczyptę antyfeminizmu, butne wyzwanie rzucone Bogu i nieco Coelhowskie poszukiwania duchowe. Główne przesłanie „Dzikiej drogi” chyba mówi, że kształtują nas wszystkie doświadczenia życiowe, zarówno te dobre, jak i te złe. Dzięki nim jesteśmy kim jesteśmy i gdyby nie one, bylibyśmy inną osobą. Jest to banał tak straszliwy, że aż gęsiej skórki można dostać. Ale nie jest to wada filmu. W końcu nawet o banałach zapominamy i warto je od czasu do czasu przypomnieć.

 

POLUB nas na Facebooku i obserwuj na twitterze. 

 

 

Marcin Gryglik

Autor Marcin

Marcin Gryglik - ur. 1985. Początkujący pisarz (początkujący od bardzo dawna), miłośnik filmu.