Filmy,Lifestyle,Mamy Tematy,Taty Tematy

Filmami jesień się zaczyna. Obywatel Stuhra, czy Interstellar Nolana?

7 Lis , 2014  

„Mimozami jesień się zaczyna…”, śpiewał Czesław Niemen. Jesień zaczyna się również filmami. W roku są dwa okresy, kiedy można przeglądać repertuary kin z pewnością, że trafi się na coś dobrego. Pierwszym jest styczeń i luty, czasami również marzec, kiedy do kin wchodzą filmy nominowane do Oscarów lub Złotych Globów. Drugim okresem jest właśnie jesień. Wtedy do kin trafiają polskie filmy wypromowane i nagradzane na Festiwalu Filmowym w Gdyni (oraz filmy zagraniczne wypromowane na prestiżowych międzynarodowych festiwalach), a także filmy, które są typowane zarówno na kandydatów w Oscarowym wyścigu, jak i na przeboje kasowe.

Interstellar/materiały prasowe

Interstellar – Christopher Nolan /materiały prasowe

 

Najbardziej oczekiwanym filmem, jaki wchodzi dzisiaj do kin, jest bez wątpienia „Interstellar” Christophera Nolana. To nakręcona z epickim rozmachem opowieść o grupie astronautów, którzy przemierzają Wszechświat w poszukiwaniu planety nadającej się do zamieszkania, gdyż nasza Ziemia nadaje się już coraz mniej. Obsada to hollywoodzki creme de la creme: Matthew McConaughey, Anne Hathaway, Jessica Chastain, John Lithgow i, oczywiście, Michael Caine. Nolan, który scenariusz napisał ze swoim bratem Jonathanem, zadbał również o wiarygodność naukową całego przedsięwzięcia. Film jest bowiem oparty na teoriach fizyka, profesora Kipa Thorne’a, dotyczących właściwości tuneli czasoprzestrzennych. Zapowiada się więc niegłupie kino rozrywkowe, do którego zresztą Nolan zdążył nas przyzwyczaić.

 

Jerzy Stuhr - Obywatel

Obywatel – Jerzy Stuhr /materiały prasowe

 

Jednak nawet kosztujący 160 milionów film z gwiazdorską obsadą nie skusi patriotów polskiej kinematografii. Ci raczej wybiorą się na najnowszy film Jerzego Stuhra „Obywatel”. Jest to opowiedziana z przymrużeniem oka historia Jana Bratka – obywatela (grają go obaj Stuhrowie, starszy i młodszy), który uczestniczył w najważniejszych wydarzeniach powojennej historii Polski. Film Stuhra prezentuje dość konkretny światopogląd, dlatego też wzbudza skrajne opinie. Tadeusz Sobolewski w „Gazecie Wyborczej” tak się rozpływał w zachwytach, że jeśli nikt w porę nie podstawił szklanki, to biedak rozpłynął się i wsiąkł w redakcyjną podłogę. Z kolei na łamach „Do Rzeczy” rozeźlony Andrzej Horubała rzucał się jak wesz na grzebieniu, piętnując film za atak na narodową historię i panświnizm. Jeżeli więc ktoś jest czytelnikiem „Gazety Wyborczej” i w dodatku fanem talentu obu Stuhrów, to może spokojnie pójść na ten film. Czytelnicy „Do Rzeczy” niech nadkładają pięć kilometrów, byle tylko ominąć kino i Obywatela.

 

Dzień Dobry Kocham Cię - Ryszard Zatorski

Dzień Dobry Kocham Cię – Ryszard Zatorski /materiały prasowe

 

Jeżeli jednak ktoś, zamiast zaprzątać sobie głowę sporami o historię i idee, prowadzi bujne życie towarzyskie i uczuciowe, może wybrać na „Dzień dobry, kocham Cię” Ryszarda Zatorskiego. Polska komedia romantyczna – te trzy słowa mówią o tym filmie praktycznie wszystko, a nawet jeszcze więcej. Na taki film należy koniecznie iść z lubym bądź lubą. Jak się spodoba, to dobrze, a jak nie, to zawsze można w ciemności sali kinowej powymieniać smakujące popcornem pocałunki. Tylko cicho, żeby nie drażnić pozostałych widzów.

 

Mapy Gwiazd David Cronenberg

Mapy Gwiazd – David Cronenberg /materiały prasowe

 

A co mają robić ci, którzy są samotni, a do polskich filmów pałają odrazą tak wielką, jak do hollywoodzkiej komercji, nawet tej z najwyższej półki? Mogą obejrzeć „Mapy gwiazd”, najnowsze dzieło Davida Cronenberga. Kanadyjski reżyser lubujący się w pokazywaniu pasożytów, wynaturzonego seksu i przemocy, tym razem zabiera nas do Beverly Hills. Główna bohaterka (rewelacyjna Julianne Moore) jest aktorką, która nie potrafi poradzić sobie po śmierci dominującej i zaborczej matki, również aktorki. Postanawia zasięgnąć pomocy specjalisty, popularnego telewizyjnego psychologa (John Cusack), który, podobnie jak cała jego rodzina, jest w rzeczywistości obsesjonatem spoconym w pogoni za sławą. Cronenberg zawsze kręcił filmy poważne i mroczne, tutaj mamy mroczną satyrę na Hollywood, które jakoś nie potrafiło należycie docenić tego reżysera. Widocznie ten człowiek o zakręconej i nieco zwyrodniałej wyobraźni, ale będący w istocie spokojnym i kulturalnym panem o wyglądzie statecznego wykładowcy akademickiego nie przypadł do gustu dziwadłom, od których – jeśli wierzyć jego filmowi – w Hollywood jest aż tłoczno.

 

Śmieć - Stephen Daldry

Śmieć – Stephen Daldry /materiały prasowe

 

Warto rozważyć też pójście na najnowszy film Stephena Daldry’ego. Wprawdzie film nosi tytuł „Śmieć”, ale jest to kino na wysokim poziomie. Film opowiada o trzech chłopcach, mieszkańcach brazylijskich slumsów, którzy pośród śmieci znajdują zagubiony portfel. Znalezisko ściąga na nich policję, ale okazuje się to najmniejszym z ich kłopotów. Daldry’ego widownia pamięta z takich filmów jak „Billy Elliot”, „Godziny” czy „Lektor”. To uznany twórca, który nigdy nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Scenariusz napisał Richard Curtis, zazwyczaj piszący brytyjskie komedie romantyczne (znów: trzy słowa, a jak wiele mówią!), tym razem jednak wziął na warsztat powieść Andy’ego Mulligana. Na ekranie widzimy Martina Sheena i Rooney Marę, ale główne role grają naturszczycy żyjący w favelach na co dzień. Sam film kręcony był zresztą w slumsach Rio De Janeiro. Mamy więc okazję zobaczyć kawałek świata, o którym najchętniej wolelibyśmy zapomnieć.

 

 

Interesujące? POLUB nas na Facebooku i obserwuj na twitterze. 

 

Marcin Gryglik

Autor Marcin

Marcin Gryglik - ur. 1985. Początkujący pisarz (początkujący od bardzo dawna), miłośnik filmu.

,