Filmy,Lifestyle

Fincher by się przestraszył -„Ziarno Prawdy” [Recenzja]

19 Lut , 2015  

 

„Ziarno prawdy” gości na naszych ekranach już od jakiegoś czasu, ale wszystko wskazuje na to, że nieprędko z nich zejdzie. Jest to adaptacja drugiej części bestsellerowej trylogii Zygmunta Miłoszewskiego o prokuratorze Teodorze Szackim. Poprzednia część, „Uwikłanie” zekranizowane przez Jacka Bromskiego, poruszała temat nieformalnych powiązań esbeckich oplatających Polskę. „Ziarno prawdy” dotyka tematu stosunków polsko-żydowskich. Oto w Sandomierzu lokalna działaczka zostaje zamordowana zgodnie z zasadami uboju rytualnego. Miasto staje na krawędzi antysemickiej histerii. Do akcji wkracza Szacki, któremu wszystko jedno, czy mordercą jest Jan Paweł II, czy jakiś szalony rabin – już on go wyciągnie z kryjówki za pejsy.

Polscy reżyserzy cierpią na straszliwą chorobę, którą nazywam zajebistozą. Staje sobie taki reżyser przed lustrem, patrzy w swoje oblicze i myśli tak: „Jestem reżyserem. To JA mówię aktorom, jak mają grać. JA mówię autorowi zdjęć, jak ustawić światło. JA mówię montażyście, jak zmontować daną scenę. JA mówię kompozytorowi, jaką muzykę ma napisać. To co, JA scenariusza nie napiszę? Potrzymaj mi piwo…” No i powstają potem filmy będące majstersztykami pod względem realizacyjnym, ale z historią zgrabną jak Kenny, tygrys albinos z zespołem Downa.

Borys Lankosz na szczęście jest od zajebistozy wolny. Wprawdzie napisał scenariusz, ale we współpracy z Miłoszewskim. Dzięki temu historia opowiedziana w filmie ma początek, środek i koniec, jest zwarta i nie rozłazi się w szwach, zaś intryga wprawdzie usłana jest zmyłkami, jednak tak zręcznie, że widz nie ma prawa zginąć przywalony górą „czerwonych śledzi”.

Film przykuwa uwagę również dlatego, bo wreszcie mamy okazję obejrzeć bardzo dobry thriller osadzony w polskich realiach i nie zrobiony przez Davida Finchera (autor „Siedem”, przeczytawszy opisy morderstw w scenariuszu, zapewne odrzuciłby go ze wstrętem i do końca swej kariery kręciłby już tylko różne „Benjaminy Buttony”). W filmie amerykańskim bohaterowie omawiają przebieg śledztwa w kawiarni. Tutaj – przy hot dogu na stacji benzynowej. W filmie amerykańskim mający tajemnice małomiasteczkowy biznesmen jest członkiem Ku-Klux-Klanu albo jakimś pokręconym miłośnikiem supremacji rasy białych, za którego heteroseksualizm nie dałbym nawet pięciu groszy. Tutaj – nacjonalistą, miłośnikiem starosłowiańszczyzny i wrogiem Kościoła, hojnie dotującym stowarzyszenia pogańskie.

Głównym tematem „Ziarna prawdy” są stosunki polsko-żydowskie, zwłaszcza ta ich trudna, bolesna strona. Do narracji, że Polacy są narodem szumowin zjadających na śniadanie małe Żydziątka, zdążyliśmy się przyzwyczaić, podobnie jak do historii o tym, że Polacy zawsze byli tylko ofiarami i szlachetnymi bojownikami o wolność, na których psychice walka ta nie wywarła żadnych negatywnych skutków, bo to może się przytrafić tylko ludziom, a nie umundurowanym aniołom z karabinami. Chwała Lankoszowi, że podszedł do problemu jak człowiek, którego opinia o relacjach polsko-żydowskich jest czystą tablicą czekającą na zapisanie. Tworzy obraz trudny, skomplikowany, nie czarno-biały, a raczej mozaikę namalowaną wieloma (chociaż nie pięćdziesięcioma) odcieniami szarości.

Ziarno prawdy - fot. materiały prasowe

Ziarno prawdy – fot. materiały prasowe

 

Film jest niegłupi, wciągający, dobrze zrobiony, ale wszystko to byłoby niczym, gdyby nie odtwórca głównej roli. Teodor Szacki w wykonaniu Roberta Więckiewicza to nowa jakość w polskim kinie. Pozbawiony przesądów racjonalista, dla którego nie ma żadnych świętych krów, ale przede wszystkim – zimny skurwiel, taki, którego w filmach amerykańskich już nie uświadczymy. Nasz polski racjonalny skurwiel o nieco plebejskiej urodzie, z którego mamy prawo czuć się dumni.

 

POLUB nas na Facebooku i obserwuj na twitterze. 

 

 

Marcin Gryglik

Autor Marcin

Marcin Gryglik - ur. 1985. Początkujący pisarz (początkujący od bardzo dawna), miłośnik filmu.

, ,