Dziecko,Mamy Tematy

Jesienna depresjo zostaw matki w spokoju

27 Paź , 2015  

 

Dzwoni budzik, dzwoni budzik… Uwaga zaczyna to do mnie docierać, dzwoni… 6.00 rano. Nie wiem co mnie dziś czeka, który z szanownych ”prezesów” będzie nie w humorze. A może obaj?! Dżizas, nie chce mi się. Dobra, metoda małych kroczków, najpierw kawa. Wstałam.

Może to jesienne przesilenie, napięcie przedmiesiączkowe, czy jakaś depresja samotnej matki (jest coś takiego???), ale bywa, że nie mam siły i wiem, że jeśli jeszcze raz usłyszę słowo NIE, to wyjdę z domu tak, jak stoję i pognam przed siebie niczym Forrest Gump. Nie zatrzymam się. Łzy napływają mi do oczu, zaciskam pięści, nie chcecie wiedzieć jaką wiązankę słowną potrafię ułożyć w głowie. Za jakie grzechy świata pytam się?

Przecież chcę dobrze i żeby było miło. Śniadanko, kakałko, majtki z rakietą? Ok! Tylko wstańcie syny, bo mama do pracy, a wy do placówek waszych, panie czekają, koledzy… otwórzże oko, spieszymy się… A tu spod kołdry: NIE! Krótko i na temat. Bez zbędnych sentymentów, zero empatii. Proszę, namawiam, krzątam się, odsłaniam żaluzje. Stoję nad łóżkami i nic się nie dzieje, ani drgną. Ręce opadają, przecież tyle razy już to przerabialiśmy. Niezliczona ilość próśb, rozmów, sztuczek. Jednego dnia wszystko się udaje i względnie gładko mija nam ranek, a innego …awantura. Krzyki, tupanie nogami, kilka przykrych słów. Oni uparci, ja zdesperowana. Kiedy w końcu docieram do pracy (spóźniona) mam ochotę na buziaka w drzwiach, ciepłe kapcie, miękki fotel, gazetkę… ”Kochanie, co na obiad? miałam bardzo ciężki dzień w pracy”. Yyyy, zaraz zaraz, ja właśnie jestem w pracy. (Zderzenie z rzeczywistością). To nie mieszkanie Kowalskich z ubiegłego wieku tylko moja szara, nudna praca. A ja, to nie szanowny mąż i ojciec z bloku z wielkiej płyty, tylko samotna matka, z bałaganem w głowie i debetem na koncie. Życie jak z obrazka się dziewczynie przyśniło! Ogarnij się. Zima idzie!
Ledwo siadam za biurkiem dzwoni telefon. Były małżonek. Cześć, cześć i szybka informacja:
– W ten weekend wezmę chłopaków dopiero w sobotę wieczorem.
– Ale to twój weekend?
– No wiem, ale mam plany.
Aha. Brak słów. Zmieniam temat.
– Znów miałam dziś problem z chłopakami rano, Mikołaj jest arogancki, a Tymon wrzeszczał na mnie i nie chciał się ubrać. Chciałeś, żeby ci mówić o takich sprawach, więc mówię.
– No nie wiem, jak są u mnie na weekend, to nie mam z nimi żadnego problemu.
– Aha, dzięki za radę.
– A co mam ci powiedzieć? Chciałaś być sama, to teraz masz.

Chciałaś, to masz!
Tak, chciałam męża i dzieci. A mam dobiegające mnie zewsząd niezrozumienie. Dawno temu w mojej wyobraźni poranki wyglądały zupełnie inaczej. Roześmiane dzieci w białych piżamkach wstawały grzecznie ze swoich łóżek i (w zwolnionym tempie) biegły do mojej dużej kuchni. Tam w promieniach słońca z apetytem jadły płatki z mlekiem. „Dziękuję mamusiu, było pyszne! A teraz idziemy się ubrać, bez marudzenia, tacy jesteśmy idealni. A, i jeszcze umyjemy zęby i nie trzeba nam o tym przypominać milion razy!” Bez żartów. Wiedziałam, że życie rodzinne to nie reklama telewizyjna, ale jeszcze trochę i będę miała w domu kolejny odcinek „Trudnych spraw”! Uff, dobra, bez dramatyzowania. Spędzę z chłopakami sobotę. Pogoda pod psem, więc będziemy grać w gry planszowe, zrobię rosół, a po południu upieczemy ciasteczka. I zarządzam sobie zakaz wkurzania się na byłego męża, który MA PLANY. Kurka, też chciałabym mieć plany, do których wszyscy muszą się dostosować!
Wyłazi ze mnie feministka. Mam poczucie niesprawiedliwości. To prawda, że dzieci mieszkają ze mną i to ja z nimi spędzam większość czasu. Odrabiam z nimi lekcje, szykuję śniadanie, rozwiązuję konflikty i rozwiewam fochy. Mam ogromną przyjemność patrzeć jak rosną, zmieniają się z dnia na dzień. Płacz przeplata śmiech. Jestem tego świadkiem, mam ten przywilej. Niesie on jednak ze sobą ciężar odpowiedzialności i często trudną codzienną pracę. Weekend z tatą nie jest tylko możliwością spędzenia czasu ojca z dziećmi, ale też czasem na odpoczynek dla mnie, na bycie sobą, a nie mamą. To mi się po prostu należy. Wypoczęta kobieta to szczęśliwa matka. Tata, znajdź czas i bądź. Dla nich.

Sms: „Przepraszam. Ten weekend tak mi po prostu wypadł. Jeśli mogę to wezmę chłopaków w czwartek na mecz, a jak wezmę ich w sobotę wieczorem to zostaną u mnie do poniedziałku. Ok?”
Szanowny Były Małżonku, czytasz w moich myślach? Cudownie. Jest więc czas i na moje plany 🙂
Słońce wyszło. Harmonia w moim życiu widoczna jak przez mgłę, ale na wyciągnięcie ręki. To jednak będzie dobry dzień, co dzień, co dzień, co dzień…

 

Interesujące? POLUB nas na Facebooku i obserwuj na twitterze. 

 

Paulina Kochaniak

Autor Paulina

Paulina Kochaniak - ukończyła studia filozoficzne, jest ekspertem w dziedzinie "wszystko i nic". Prywatnie mama dwójki przedszkolaków Mikołaja i Tymka. Lubi amerykańskie kino i bardzo długie książki.

, , ,