Dziecko,Mamy Tematy

Jestem mamą

5 Lut , 2015  

 

2 miesiące temu zostałam mamą – z dnia na dzień wkroczyłam do grona kobiet niezwykłych. Wcześniej oglądałam je tylko z boku.   Nie podziwiałam, bo bycie mamą wydawało mi się takie normalne, powszechne.

Moja mama zawsze była i jest mamą, tak zwyczajnie, bez filozofii, bez analizowania. Robi mamowe rzeczy, daje radę po mamowemu, jest zawsze obok, na każde zawołanie, pomaga, wspiera  bo tak jest, bo musi – bo jest mamą, po prostu. Tak to zawsze widziałam.

Koleżanki mamy były nadal koleżankami, tyle, że z dziećmi. Nie widziałam w nich matek, widziałam w nich moje dziewczyny w akcji, z nowym zadaniem, nowymi obowiązkami, z nową rolą. Najczęściej widziałam to, że nie można iść już z nimi tak po prostu na piwo i wrócić w nocy.

Uliczne mamy, czyli te obce z wózkami na ulicach, w sklepach były zawsze paniami z wózkami, co to zajmowały więcej miejsca w autobusie, co to musiały mieć zawsze więcej miejsca na chodniku i tak jakoś patrzyły z wyrzutem, jak się kichnęło przechodząc obok.

I nagle u progu macierzyństwa stanęłam ja. Jeszcze dzień przed porodem żyłam w wielkiej nieświadomości,  co mnie spotka po drugiej stronie… Z moją równie ciężarną przyjaciółką stale zastanawiałyśmy się nad „obsługą noworodka”. Skupiałyśmy się na tym, jak trzyma się dziecko, jak będzie z przewijaniem, jak bardzo będą bolały nas cycki przy karmieniu, jakie kosmetyki, jaka wyprawka? Wtedy myślałam, że bycie mamą to właśnie to – nauka obsługi dziecka, bycie gotowym na kupę i odparzenia (najlepiej z odpowiednim, zakupionym wcześniej super kremem napupnym), walka ze snem po nieprzespanej nocy, uodpornienie na płacz dziecka.  Sądziłam, że przeczytam notatki ze szkoły rodzenia, nauczę się tych wszystkich wskazówek i będę mamą na sto dwa. Teraz wiem, że nie miałam zielonego pojęcia co spotka mnie po drugiej stronie…

Pamiętam słowa mojej mamy na temat macierzyństwa – o tym, jakie to piękne, jakie wyjątkowe, jaka ta miłość wielka, jaka inna niż każda, którą znam. Słuchałam jej z lekkim przymrużeniem oka, z miną w stylu „a co ty mi tu…”. Z uporem maniaka, jako zatwardziała realistka powtarzałam jej –przecież to nie bułka z masłem, to płaczący dziecior, to nieprzespane noce, to popękane brodawki, ciężka robota, którą trzeba wykonać, by w przyszłości mieć z kim spędzać święta. Ale mówiąc to,  czułam się też mocna, bo odpowiedzialna za swoje wybory – chciałam i mam, biorę ten stan z całym inwentarzem. Dlatego wydawało mi się, że jestem taka „lekko mądra” w tym co robię.

Dzień przed porodem czułam się taka właśnie lekko mądra, taka racjonalna, taka „poczytana” tymi notatkami ze SR.

O godzinie 3 w nocy, gdy pierwszy raz zobaczyłam moją córkę na świecie poczułam się … lekko ogłupiała i taka totalnie irracjonalna. I to właśnie wtedy stałam się mamą.

Pierwszy raz w swoim życiu tak szybko weszłam w nową rolę, nową sytuację. Ba! Proces wtopienia przebiegł  tak błyskawicznie, że nowa sytuacja nie wydawała się nową, tylko taką normalną, taką od zawsze. Potrzebowałam jakiegoś czasu do przyzwyczajenia się do myśli, że jestem już żoną, przy zmianie pracy potrzebowałam chwili, by oswoić się z nowym stanowiskiem, przy przeprowadzce, by ocieplić w głowie wizję nowego mieszkania.  Teraz, nie było etapu przejściowego. Od samego początku było JUŻ, a może nawet ZAWSZE.

Obsługa noworodka? Nie było żadnej obsługi, była opieka nad moją małą wspaniałą istotką, moją. Obsługę zastąpiło przytulanie, całowanie, zachwyt nad każdym milimetrem jej ciałka, niemoc oderwania od niej wzroku i chęć zapewnienia jej najbezpieczniejszego, najszczęśliwszego i najcieplejszego domu na świecie.

Pokochanie dziecka? Nie było żadnego pokochania, nie było zakochania. Ja już ją kochałam, to niewiarygodne, ale w chwili gdy ją zobaczyłam miałam wrażenie, że jest ze mną od zawsze, że kochałam ją jeszcze zanim zobaczyłam ją na ekranie usg, zanim powstało wyobrażenie o niej. Co jest tym bardziej niesamowite, bo nie czułam tego gdy byłam w ciąży.

Wyjątkowy stan? Żadnego wyjątkowego stanu nie było. Bo wszystko w końcu było bardzo normalne i na swoim miejscu. Gdy przyjechała z nami do domu, czułam, że już zna te ściany,  i że jej obecność w nich jest taka na miejscu.

Dziecko przestało być dzieciorem, stało się kimś szczególnym, wyjątkowym. Pewnie inne dzieci nadal będą dla mnie dzieciorami, ale moje nie będzie nim nigdy 🙂 (w tym miejscu przepraszam inne kochane dzieciory 🙂

Co jeszcze się zmieniło? Zaczęłam płakać na filmach o dzieciach, którym dzieje się krzywda. Zaczęłam zagryzać wargi ze stresu, gdy oglądam wiadomości i słyszę o atakach terrorystycznych, wojnach, myśląc – w jakim świecie będzie dane dorastać mojej córce. Zaczęłam uśmiechać się do innych dzieci i ich mam, dając im do zrozumienia, że już teraz wiem, jakie szczęście ich spotkało.  Inaczej patrzę na moje koleżanki mamy, widzę w nich teraz to co widzę w sobie – kobietę, dzięki której może rozwijać się drugi człowiek. Inaczej też spojrzałam na moją mamę. Zobaczyłam, że jej mamowość, to nic innego jak niezłomność, nadzwyczajne poświecenie i wsparcie, jakie udawało jej się dawać mi każdego dnia.  Oddałam jej też szacunek, przyznając rację temu co mówiła, bo TO naprawdę piękne, takie wyjątkowe, taka ta miłość wielka, taka inna niż każda, którą znam.

Bycie mamą to stan umysłu, nie uczysz się tego, nie doczytasz w notatkach, pojawia się nagle i zostaje już na zawsze.  Przestajesz być kobietą, stajesz się kobietą niezwykłą, po korek wypełnioną miłością do małego stworka, który leży na Twojej piersi. Kobietą, która dźwignie niejedno, by go uszczęśliwić i zapewnić mu bezpieczeństwo.  Wygląda jak zbyt sielankowy obraz?  Oooo tak 🙂

 

fot. The Fake Rolls

Interesujące? POLUB nas na Facebooku i obserwuj na twitterze. 

 

 

Marta

Autor Marta

Marta Zielonka – od lat związana z Internetem , specjalizuje się w branży performance marketingu. Od kilku miesięcy bez reszty zaangażowana w projekt pt. „Dziecko”. Od grudnia szczęśliwa mama, zakochana bez reszty w przeuroczej Olusi. Najbardziej na świecie uwielbia swoją rodzinę, podróże, dobre filmy, amerykańskie sitcomy, proste kosmetyki i dobre jedzenie, dużo jedzenia!

, , , ,