Dziecko,Taty Tematy

Jestem tatą. Nawet gdy wbijają mi nóż w plecy

23 Cze , 2015  

 

Obudziła mnie o poranku żona moja z wielkim, nad wyraz wielkim, pełnym uzębienia, radosnym (może zbyt radosnym) uśmiechem na twarzy krzycząc: Dzisiaj Twój DZIEŃ! Twój Pierwszy Dzień Ojca! Rzucając te słowa w moim kierunku dodała: zaopiekuj się Olcią (córką naszą), zaraz wracam.

Olcia leżała tuż obok mnie. Mała pocieszka bawiła się swoimi paluszkami, zerkając co chwila, to na paluszki, to na mnie, sprawdzając, czy podziwiam te jej niewiarygodne wyczyny. No pięknie, moja Ty kochana – pomyślałem. Myślę tak za każdym razem, gdy na nią patrzę. Ale teraz wracam jeszcze szybko do radosnego nastroju żony i przypominam sobie ten jej uśmiech od ucha do ucha. Co Ona (żona) taka zadowolona? – myślę. Przecież to MÓJ Pierwszy Dzień Ojca. Sama powiedziała. Nie jej. Ona już Dzień Matki miała.

No nic, nieważne, pomyślałem. Super, mój Pierwszy Dzień Ojca! Czad!

Dobra i co teraz? Oczywiście mój największy prezent dostałem ponad pół roku temu od żony, ale teraz, dobra, gdzie to jest? Rozglądam się… I nic. Nic nie ma. Nic nie dostałem? Hmmm. Szukam pod poduszką. Za łóżeczkiem. Obok dziecka. Pod dzieckiem. Nic. Tylko Ona. Patrzę na ten skarb. Ona (córka) patrzy na mnie. Patrzy, patrzy i patrzy, i nagle myk, nie spuszczając ze mnie wzroku turla się na brzuszek, teraz uśmiech numer siedem pokazujący całkowity brak uzębienia i spojrzenie typu: patrz i podziwiaj, jaka jestem akrobatka. I patrzę i podziwiam i śmieję się do niej, ona do mnie, cudownym poranek.

Tak, to jest to, myślę. Mógłbym z nią tak cały dzień. Już zapomniałem o braku prezentu :). Gdy potem jeszcze łapie mnie za palec i próbuje przyciągnąć się do mnie wiedząc, że nie ma na to jeszcze wystarczająco sił jest tak dobrze, że zapominam w ogóle o Dniu Ojca.

 

Bo może zabrzmi to trochę patetycznie, ale  odkąd się pojawiłaś (córko moja), świętem jest każdy dzień spędzony z Tobą. Każdego dnia jest coś nowego, coś, co w Tobie odkrywam, czym mnie zaskakujesz. Tak naprawdę Dzień Taty – bo tak należy nazwać nasze wspólne dni – mamy codziennie. Rozumiemy się bez słów i w sumie to musimy, bo przecież jeszcze nic nie mówisz ;-). Gdy tak rozmyślam o tych wszystkich dobrych rzeczach jakie mnie spotkały, o byciu TATĄ, o tej najważniejszej roli, którą gram…

…wtedy wchodzi ONA (żona moja), przerywa nasze figle migle i ciąg sentymentalnych wzruszeń i przypomina, dlaczego warto być podejrzliwym, kiedy się tak pięknie do mnie Ona (żona moja) uśmiecha. Nawet w dniu mojego święta. Więc wchodzi i mówi:

– Nie uwierzysz, co zrobiła dzisiaj nasza córka?

– NO… – pytam 😉

– Powiedziała:” MAMA!” – aż podskoczyła.

– CO? – Pytam z niedowierzaniem, patrząc na małego uśmiechniętego szkrabika, który, jak się okazuję wbija mi nóż w plecy. W Dniu Ojca! Patrzę na nią i co słyszę? „MA- MA”

CO?

Nieeeee! Więc to tak? „I Ty Oleńko przeciwko mnie?”

-„MA-MA”. Znowu.”MA-MA”. Znowu. Zrozpaczony patrzę na nią, ona na mnie, szybka analiza treści. Po czym Ona znowu „MA-MA”, „Ma-Ma” , brzmi to trochę, jak „MUA-MUA”. Ok, może jeszcze nie wszystko stracone. Patrzę na nią, Ona na mnie, z boku żona skaczę z radości, na co ONA (córka)….”MA-Ma”.

MAMAMAMAMAAAAMAAAAMAMAMMMAAAAMMMMAAAA – nie wiem już, czy ja to słyszę, czy Ona to mówi, czy to tylko w mojej głowie się dzieję?

Tłumaczę sobie i żonie, że to w zasadzie nie jest: „MAMA”, tylko „muamua”, albo „mamamamamama” i w ogóle, to Ona wypowiada to zbyt wiele razy. A w ogóle, to przecież Ona nie rozumie znaczenia tych słów, a w ogóle nie ma się czym tak podniecać, a w ogóle mógłbym pokazać jej (żonie) tysiąc pozycji naukowych, o tym,  że dzieci w tym wieku mówią różne głoski i to zupełnie nic nie znaczy.

Mówię wam nic do niej nie docierało, uparta, tryumfująca opuściła nasz pokój. A my? Mogliśmy spokojnie wrócić do naszych zabaw i celebrowania Dnia Ojca…

…Tak więc ustawiłem dziecko naprzeciw siebie w foteliku i zacząłem:  TA-TA, Ta-ta, ta-ta…

 

Interesujące? POLUB nas na Facebooku i obserwuj na twitterze. 

 

 

 

 

Tomasz Zielonka

Autor Tomasz

Tomasz Zielonka – spiritus movens mamytatytematy.pl – mąż Marty i ojciec Oli, bez wątpienia najpiękniejszego dziecka na ziemi. Od 10 lat związany z mediami od radia przez telewizję po Internet i blogi. Żyć nie może bez dobrego piwa, tłustego jedzenia i polskiej piłki nożnej. Domorosły kucharz, pływak i rowerzysta.

, , , , ,