Filmy,Lifestyle,Mamy Tematy,Taty Tematy

Klatka Riggana Thomsona. Birdman w kinach

23 Sty , 2015  

 

Ci, którzy, podobnie jak autor, angielskiego uczyli się oglądający niespolszczony Cartoon Network, z pewnością pamiętają starą kreskówkę o Birdmanie, Człowieku-Ptaku, który mieszkał w wygasłym wulkanie i ratował ludzi przed złem, mającym często postać robotów czy jakichś mutantów. Na szczęście film „Birdman”, który wchodzi dzisiaj do kin, ma z kreskówką z legendarnej stajni Hanna-Barbera niewiele wspólnego. Główny bohater, Riggan Thomson, faktycznie wspiął się na szczyt gwiazdorstwa grając Birdmana (jednak zupełnie innego niż w starej bajce). Zagrał w trzech częściach, zagrania w czwartej odmówił. Wtedy jego kariera załamała się. Po ponad dwudziestu latach, sześćdziesięcioletni Riggan próbuje wrócić wystawiając na Broadwayu adaptację książki swojego młodzieńczego idola, Raymonda Carvera, pod tytułem „O czym mówimy, kiedy mówimy o miłości?”.

Skoro kiedy mówimy o miłości, mówimy o czymś zupełnie innym, oczywistą rzeczą zatem jest, że film opowiadający o aktorze jednej roli, próbującym wyzwolić się ze swojej artystycznej klatki za pomocą sztuki teatralnej, którą adaptował, reżyseruje i w której gra główną rolę, jest o wszystkim, ale nie o tym. O czym zatem? Oczywiście, o miłości. O potrzebie bycia kochanym. I o tym, jak ludzie mylą miłość z innymi uczuciami, jakimi są obdarzani. Gdzieś we tle przewija się wątek wyboru, przed jakim staje każdy twórca: albo podporządkuje się całkowicie sztuce, niszcząc tym samym swoje życie prywatne, albo będzie dążył do jakiejś równowagi, co doprowadzi do tego, że nigdy nie da z siebie wszystkiego jako artysta. Poruszony zostaje wątek współczesnych mediów i tego, jak Twitter i Facebook zmieniają nasze relacje i podejście do życia. Przede wszystkim jednak, jak się rzekło, jest to film o miłości.

Birdman/materiały prasowe

Birdman/materiały prasowe

 

Jest to film bardzo poważny, chociaż to komedia. Na Zachodzie jednak, jak pisał Tyrmand, twórca zabawny może być jednocześnie poważny bez granic, stąd tacy ludzie, jak Chaplin czy Oscar Wilde. W „Birdmanie” Mike Shiner, grany przez Edwarda Nortona narcystyczny aktor, który właśnie całkowicie podporządkował się swojej profesji, mówi Rigganowi, że na scenie, na której grają, występowali wcześniej sami wielcy. Riggan może niespecjalnie pasuje do towarzystwa np. Marlona Brando, Alejandro Gonzalez Inarritu, twórca „Birdmana”, do towarzystwa Wilde’a czy Chaplina już tak. Przynajmniej jeśli chodzi o poziom artystyczny, Inarritu jest bowiem raczej twórcą dramatycznym i prezentuje dość specyficzny typ humoru.

Pod względem formalnym film jest jak kryształ, w czym duża zasługa autora zdjęć Emmanuela Lubezkiego i montażystów Douglasa Crise’a i Stephena Mirrione. Film zrealizowany jest metodą długich, bardzo długich ujęć, połączonych ze sobą tak, by nie było widać momentu cięć. Podobnej sztuczki próbował kiedyś Alfred Hitchcock w filmie „Sznur” z 1948 roku, choć oczywiście u Inarritu wyszło to nieporównywalnie lepiej. Taki zabieg nadaje wydarzeniom dynamikę i nie pozwala widzowi oderwać się od ekranu, właściwie wsysając go jak wir na Wiśle. Dodajmy do tego hipnotyzującą perkusję Antonio Sancheza i już po nas. Przez 119 minut trwania filmu jesteśmy we władzy Człowieka-Ptaka.

Birdman/materiały prasowe

Birdman/materiały prasowe

 

Powyższe zabiegi byłyby jednak niczym, gdyby nie znakomite aktorstwo. Emma Stone w roli córki Riggana, niećpającej narkomanki, wzbudza w męskim sercu szereg aseksualnych uczuć opiekuńczych i ojcowskich. Edward Norton dokonał nie lada wyczynu grając aktora lepszego niż on sam. Pozostała część obsady – Amy Ryan, Naomi Watts, Zach Galifianakis – również daje z siebie wszystko, jednak najjaśniej błyszczy Michael Keaton w roli Riggana Thomsona. Jest to człowiek żyjący w świecie własnych złudzeń, z którego desperacko próbuje się z niego wydostać, jednak coś mu w tym przeszkadza. To wojownik. Walczy z zawistnymi krytykami teatralnymi, z kolegami z obsady, ale przede wszystkim – z tą częścią samego siebie, która zaprzedała się mamonie, która wpływy z kin traktuje jako jedyny miernik wartości artystycznej. Jest to wybitny występ i nic dziwnego, że Michael Keaton zgarnia za niego wszystkie najważniejsze nagrody.

Warto tu przypomnieć, że sztuka naśladuje prawdziwe życie. Keaton, jak pamiętamy, również zagrał popularnego bohatera komiksowego, Batmana. Zrezygnował po dwóch częściach, jego kariera załamała się. „Birdman” to tryumfalny powrót na szczyt, chociaż wydaje się wątpliwe, aby była to droga równie dramatyczna, co droga Riggana Thomsona.

 

POLUB nas na Facebooku i obserwuj na twitterze. 

 

Marcin Gryglik

Autor Marcin

Marcin Gryglik - ur. 1985. Początkujący pisarz (początkujący od bardzo dawna), miłośnik filmu.

, ,