Piwo,Taty Tematy

Lwówek Jankes i Lwówek Książęcy

25 Wrz , 2014  

Ta recenzja powstała jeszcze kiedy piwa Ciechana wylewano tylko do gardła, a Lwówek Jankes był długo wyczekiwanym produktem tworzonym przez prezesa Jakubiaka. Gdyby tekst powstał dzisiaj, człowiek musiałby stanąć po jednej, albo drugiej stronie barykady. Wtedy liczył się tylko smak piwa, dobrego piwa.

Wspomnienie Bauera 

Z marką Lwówek polscy piwosze spotkali się już kilka ładnych lat temu, ja w 2004, kiedy był on własnością przedsiębiorcy z Niemiec Wolfganga Bauera i nazywał się wówczas Śląski Książęce. Piwo pomimo zasłużonych nagród, które zdobywało nie docierało pod polskie strzechy w takich ilościach, w jakich to robi dzisiaj i było produktem o zasięgu regionalnym, dostępnym głównie na Dolnym Śląsku. Na pewno można było go dostać we Wrocławiu przy ulicy Krętej, gdzie piwo Książęce było przysmakiem Wagantów (Waganci, mieszkańcy męskiego – TAK MĘSKIEGO – akademika Uniwersytetu Wrocławskiego o nazwie WAGANT). Co więcej, za ścianą tego przybytku znajdował się zakon Karmelitów Bosych, dlatego też piwo w stożkowej butelce, na którego etykiecie widniał książę (student) i mnich (mnich, to mnich) było stworzone dla konsumentów przy ul. Krętej we Wrocławiu. Skąd o tym wiem? Ponieważ w nim mieszkałem.

 

Lwówek śląski Książęce

 

Poza tym, że Lwówek pasował książętom swoją etykietą, to miał trzy ważne wtedy zalety. Jakość, cena i procenty. W ciężkich studenckich czasach, relacja ceny do smaku i procentów miała niebagatelne znaczenie. A tu wszystko się zgadzało, cena nie przekraczała 1,60 PLN, a procenty przekraczały 6,5. Była też opcja Mocna, ale była naprawdę mocna, droższa, a i w smaku gorsza. Zatem taki Wagant mając w kieszeni dwa złote i stojąc w sklepie przed wyborem jedzenie albo piwo, do akademika mógł wrócić z piwem, bułką i dobrym humorem.

Browar niestety zbankrutował w dość dziwnych okolicznościach i nie było go przez kilka lat na mapie polski. Ale nie o tym, bo powrócił za sprawą kontrowersyjnego dzisiaj Marka Jakubiaka.

 

Oczekiwanie na Jankesa

Na Jankesa piwosze czekali, czekałem i ja, dlatego że uwielbiam piwa na amerykańskich chmielach, a niewątpliwie Jankes, jak sama nazwa wskazuję miał być nimi wypełniony po brzegi. Kiedy pojawił się na rynku miałem spory problem, żeby go w ogóle znaleźć. Potem miałem problem, żeby za niego zapłacić, bo każdy miłośnik dobrego piwa wie, że za dobre się płaci, ale nie myślałem, że aż tyle. Sklep zaopatrzony w mego chmielowego przyjaciela znalazłem na osiedlu Saska, na Gocławiu, który wycenił je  na 8,50 PLN (dzisiaj już wiem, że przepłaciłem). No trudno, ważne, że znalazło się w końcu w domowej lodówce.

 

Recenzja

Zapach: dokładnie taki, na jaki czekałem. Czuć cytrusy: pomarańcze, grejpfrut i skórkę z cytryny. Fajne, lubicie to. Jeszcze jeden niuch i leci do szklany.

Wygląd: piękny miedziany kolor (kolor miedziany zapożyczam od żony, chłopaki z WAGANTA znali tylko dwa). Piwo jest klarowne. Piana osadza się na ściankach, jednak dość szybko opada, nie tak jak w „mocnych chmielakach”. Producent pisze o użyciu aż 5 rodzajów chmielu, ale informuje nas tylko o jednym z nich, w tym momencie jest to Sybilla. Jednocześnie obiecuje, że będzie ujawniał je w następnych odsłonach, co jest fajne i pomysłowe.

Smak: piwo jest raczej delikatne, jak na AIPA. Spodziewałem się większej goryczy, ale bardziej czuć słodkość, dopiero z delikatną goryczką na koniec, nie tak, jak American IPA Kormorana, czy Grand Prix Ciechana. To fajne, ale jak chcesz bardzo gorzkie piwo, to jednak nie to.

Procenty, alkohol: Jankes ma 4,2 %. I to akurat mnie ucieszyło, bo dodaje mu pijalności, pozwala zasiąść przy więcej niż jednym, można posiedzieć pogadać, jak na studiach. Piwo jest niefiltrowane, kupione 11 kwietnia, datę przydatności do spożycia ma do 26 czerwca tego roku.

To, co jeszcze zostało po czasach studenckich, to na pewno uśmiech powiększający się z każdym kolejnym łykiem.

Nazwa: Lwówek Jankes
Browar: Lwówek Śląski

 

Interesujące? POLUB nas na Facebooku i obserwuj na twitterze. 

 

 

Tomasz Zielonka

Autor Tomasz

Tomasz Zielonka – spiritus movens mamytatytematy.pl – mąż Marty i ojciec Oli, bez wątpienia najpiękniejszego dziecka na ziemi. Od 10 lat związany z mediami od radia przez telewizję po Internet i blogi. Żyć nie może bez dobrego piwa, tłustego jedzenia i polskiej piłki nożnej. Domorosły kucharz, pływak i rowerzysta.

, , , , , , ,