Dziecko,Mamy Tematy,Taty Tematy

Mój głos za religią w szkole

28 Mar , 2015  

 

Możecie wyrywać sobie włosy z głowy. Wieszajcie na mnie psy. Nie mam laickiego spojrzenia na świat. Wierzę, że wiara coś nam daje. Co mnie to obchodzi, że jesteście przeciwko i tak zdania nie zmienię, więc pokażcie swoją tolerancyjną stronę i to znieście.

A tak szczerze mówiąc to religia w szkole, o ile odpowiednio nauczana, jest równie normalnym przedmiotem, co matematyka, czy fizyka, więc nauczyciele religii też zasługują na normalne traktowanie. Poza tym kto mówi, że tylko na religii trwa indoktrynacja. Miałem do czynienia z  lewactwem, feminizmem i innymi bzdetami, jak kultem „matematyki” na innych lekcjach. Mój fizyk w podstawówce o pseudonimie Gacek czytał na zajęciach fragmenty jehowskiej „Strażnicy”, więc serio argumenty przeciwko religii są mi obojętne. Religia jest normalnym przedmiotem.

Oczywiście nie każdy miał to szczęście co ja do nauczycieli religii, ale sądzę, że wiele osób samych się nakręca przeciwko katechecie i stąd takie a nie inne wnioski co do oceny tego przedmiotu. Wiadomo, jak się „Ateista” nakręci, to będzie chciał na siłę udowodnić wierzącemu, że Bóg nie istnieje, więc pojawia się naładowany Dawkinsem i wdaje się w spory (podobnie Katolik wda się w spór z Jehową itd.). Jednym słowem temat religii jest spłycany i sprowadzany do poziomu uczenia się na pamięć zdrowasiek i egzaminów z dekalogu. Podobnie jest jednak z matematyką z której dostałem „1” bo rozwiązałem zadanie bez użycia wzoru, albo z polskim, gdzie polonistka uczy klucza, a nie wolnego myślenia.

Na lekcjach religii często odbywałem ciekawe rozmowy o Bogu, o moralności. Poruszano takie tematy, które prowadziły do tego,  że nie tylko dowiadywaliśmy się o wierze, ale także poprawialiśmy umiejętności debatowania i przedstawiania  swoich argumentów. Może to było wynikiem tego, że chodziłem do katolickiej szkoły? Jeżeli tak, to te wzorce można byłoby przerzucić na inne szkoły, bo były bardzo dobre. Zaraz usłyszę, że tak samo jest na lekcjach etyki, i bardzo dobrze. Nie będę się kłócił, że tam z kolei trwa „indoktrynacja” dzieci, że bez wiary ludzie są dobrzy, a Kościół nie jest potrzebny. A wiara to kwestia odrębna każdego człowieka, a na religię nie ma obowiązku chodzić.

Religia w szkole

 

Czytałem właśnie tekst czytelniczki mamytatytematy… I have a dream… więcej wiary w człowieka, mniej w Boga. I tu coś mi zgrzyta. Bo serio, tekst jest przejawem nienawiści do wiary, a nie dobrze skonstruowaną krytyką. Gdybyśmy mieli dokładnie zagłębić się w to co jest religią, w tym wypadku rzymskokatolicką, to byśmy wszyscy stali się lepszymi ludźmi. Od razu podkreślam, nie chodzi mi tu o osoby religijne, które robią znak krzyża nad jedzeniem i zasuwają na rekolekcje, by potem zachować się jak ostatni „ch…”, bo tacy są na świecie i będą. Wracając jednak do istoty sprawy, religia katolicka nie jest niczym złym, jest wręcz czymś dobrym, bo pokazuje jak być uczynnym, wybaczającym, sprawiedliwym, a w tym wypadku „wzorcem z Sevres” jest osobą Chrystusa. Dlatego też religia w szkole jest swego rodzaju lekcją tego, jakimi mamy być ludźmi.

Serio, gdybym miał mieć więcej wiary w ludzi to… no właśnie. Historyczka dała mi jedynkę za poprawienie jej na lekcji, gdy powiedziała o tym, ze SA wymordowało SS podczas nocy długich noży, a ja mówiłem, że było na odwrót. Dostałem jedynkę za rozwiązanie zadania bez wzoru, który nauczycielka chciała bym użył (a w matematyce najważniejsze jest jednak to, by się liczby zgadzały, a nie użycie danego wzoru). Z kolei z historii na maturze (starej) z jednego pytania dostałem „0” punktów za to, że wbrew opinii nauczycielki napisałem w oparciu o tekst źródłowy, że Polska nie była przedmurzem Europy (idiota jak się uprze, to go nie przekonasz…).  Tak więc sprowadzenie wszystkiego co złe na religię jest dla mnie absolutnym bezsensem, bo zadrę do pewnych nauczycieli mam, co jest wynikiem ich głupoty i zapatrzenia na swój przedmiot.

Wracając jednak do sedna sprawy. Nauczyciel jeśli dobrze uczy swojego przedmiotu, to zasługuje na wynagrodzenie. Dlatego, jeśli katecheta jest potrzebny  i rodzice dzieci nie protestują i nie wypisują dziecka z lekcji, to dlaczego ma nie zarabiać? Jeśli religia jest dobrze poprowadzona, to dziecko nauczy się czegoś więcej niż kilku dat z historii, twierdzenia Talesa, czy budowy pierwiastków. Nauka religii jest bardziej metafizyczna, ucząca myślenia i rozważania, dlatego jest dobrym przedmiotem, a skoro jest dobrym przedmiotem to jej nauczyciele powinni dostawać odpowiednie wynagrodzenie. Nie mówię kokosy, ale coś tam powinno im państwo odpalić. A zabrać można nie uczącym krytycznego myślenia historykom. Serio, historia w liceum a na studiach to dwa zupełnie inne światy.

P.s. Dobrze, że autorka przeciwko religii nie żyje w Niemczech lub Anglii. Laickie społeczeństwa mają w nosie niewierzących i nie można normalnie w niedzielę wyjść sobie ot tak na zakupy, bo większość miejsc na cztery spusty zamknięte. Tymczasem „wszechwładny” rządzący nami zamiast Bronka Kościół i Kler nie potrafią nawet tak łatwej sprawy załatwić (jak zamknięcie sklepów w niedzielę). Over.

 

Interesujące? POLUB nas na Facebooku i obserwuj na twitterze. 

NA TEMAT DEBATY

Antoni Bohdanowicz

Autor Antoni

Antoni Bohdanowicz - Oddany przyszły mąż, wieczny dzieciak, wujek Alexa i Emci. Do portalu mamytatytematy.pl trafił z innego tematu, czyli natematu. W portalu będzie prowadził wywiady z tatami, opowiadał o byciu "bujkiem", a także występował w roli dziecka podczas akcji "Cioci Jotki".

, , ,