Ciąża,Mamy Tematy,Zdrowie

Kasza gryczana rulez, czyli jak przyszła matka opanowała cukry

8 Paź , 2014  

 

Test obciążenia glukozą w ciąży

Każdą przyszłą mamę, która pilnuje zaleceń lekarskich, w pewnym momencie ciąży czeka jakże miła perspektywa wypicia rozpuszczonej w wodzie glukozy. Nie da się ukryć, że pyszne to nie jest, ale do znacznie mniej przyjemnych rzeczy zaliczyłabym czekanie – ze sporym już brzuchem i napełniającym się w błyskawicznym tempie pęcherzem – w laboratorium na badanie.

A do jeszcze mniej przyjemnych doświadczeń należy otrzymanie wyniku testu obciążenia glukozą, który nie mieści się w normie. Taki właśnie wynik dostałam kolejnego dnia po badaniu. Normy zostały przekroczone, a mnie ogarnęła czarna rozpacz. No bo przecież czuję się dobrze, nie tyję kosmicznie, przestawiłam się na zdrowszy tryb życia, a tu cukrzyca ciążowa!

 

Cukrzyca ciążowa czy nietolerancja glukozy w ciąży?

W pełni przeświadczona o konieczności brania przez kolejne miesiące ciąży insuliny, ruszyłam do diabetologa. Polecony mi przez lekarza prowadzącego ciążę specjalista, (nazywany przeze mnie czule diabełtologiem) już na pierwszej wizycie dokonał niewiarygodnej rzeczy. Przekonał mnie, że świat się nie kończy, nie jestem śmiertelnie chora, a mojemu dziecku krzywda się nie dzieje. Test obciążenia glukozą wskazał, iż o cukrzycy trudno w moim przypadku mówić, natomiast do czynienia mieliśmy z czymś, co określić można raczej mianem nietolerancji glukozy w ciąży.

Remedium na tę dolegliwość miała być dieta niskocukrowa i stały pomiar poziomu cukru we krwi. I owszem, skończyło się na kłuciu glukometrem w palce kilka razy dziennie, ale dieta niskocukrowa coś nie dawała efektów. Lepsza okazała się DIETA GRYCZANA.

Trochę żartuję z tą dietą gryczaną, nie da się jednak ukryć, że okres ciąży kojarzyć będę ze smakiem kaszy gryczanej. Nigdy za nim nie przepadałam, no ale – jak powiada moja babcia – mus to mus. Kaszę pokochałam. Okazało się bowiem, że jest to jeden z niewielu produktów – takich bardziej „mącznych” i sycących – po których cukier mi nie wariował.

 

Dieta sposobem na podwyższony cukier

Ale od początku. Zgodnie z zaleceniami mojego diabetologa, powinnam w ciąży żywić się trochę jak w średniowieczu – grubo ciosane jadło, mało przetworzone, nierozgotowane i niesłodkie. Po każdym posiłku należało zbadać glukometrem poziom cukru we krwi i taką metodą prób i błędów ustalić sobie dietę. Odrzucić jedzenie, po którym mam wysoki cukier i bazować na posiłkach, które glukometr toleruje 😉

Gdy poznam już, co mogę jeść, badać miałam się tylko po głównych posiłkach. Powinnam też jeść mało, a często – pięć posiłków dziennie, no i nie przeżerać się. Pomocne miały też być tabele z indeksem glikemicznym produktów spożywczych – wybierać do jedzenia miałam te z niskim lub średnim IG.

W praktyce jadłam niemal cały czas, bo okazało się, że nieszkodliwe, małe posiłki, w moim przypadku oznaczały porcje niemal mikroskopijne (im późniejsza była ciąża, tym mogłam jeść większe porcje i cukry nie skakały). Plus był taki, że moje umiejętności kulinarne rozwinęły się w ciągu kilku miesięcy sto razy bardziej, niż przez ostatnią dekadę. Do listy najczęściej przeglądanych stron w necie dołączyły wyszukiwarki indeksów glikemicznych, a rodzina dostała zakaz spożywania słodyczy w mojej obecności.

 

Posiłek, kłucie, posiłek, kłucie – moja dieta cukrzycowa ustalona metodą prób i błędów

Co jednak ciekawe, to nie czekolada czy słodkie owoce okazały się największymi złoczyńcami w tej diecie. Najgorsze wyniki dawała pszenica. Ćwiartka białej bułki – i dramat. Makaron – dramat. Podobnie biały ryż.

Metodą prób i błędów wyeliminowałam to, co podnosiło cukier we krwi i tak oto powstała moja własna, unikatowa, ciążowa dieta.

Składały się na nią w dużej mierze świeże warzywa – te mogłam jeść niemal bez ograniczeń. Oczywiście część przetwarzałam, unikałam jednak produktów, takich jak kukurydza czy groszek z puszki. Gdy miałam ochotę, kupowałam je w mrożonej wersji, gotowałam i było ok.

Najtrudniej było mi się rozstać z pieczywem, znalazłam jednak jeden chleb, po którym wyniki były OK – żytni pełnoziarnisty, marki własnej pewnej sieci handlowej.

A jeśli już mowa o sklepach, to spędzałam przy półkach dłuuugie chwile, bo moją obsesją stało się czytanie składów produktów spożywczych. Unikałam wszystkiego, co miało syrop glukozowo-fruktozowy, skrobię, białą mąkę.

Jadłam dużo nabiału i jaj, drób, wołowinę, wieprzowinę i ryby. Do obiadu brakowało mi jednak zakazanych ziemniaków, makaronu czy ryżu – ten w wersji brązowej też mi nie służył.

 

„Dieta Gryczana”

I wówczas to przeprosiłam kaszę gryczaną, którą zaczęłam stosować niemal do wszystkiego. Szpinak z kaszą, kotlet z kaszą, kasza z sosem, gołąbki z kaszą… A glukometr nic! Żeby urozmaicić sobie dania, do kaszy wrzucałam a to łyżkę jogurtu greckiego, a to masło, a to śmietanę. Kolejnym objawieniem było odkrycie mąki gryczanej. Dzięki niej mogłam pozwolić sobie na odrzucone wcześniej naleśniki, a moim popisowym daniem stało się upieczone na niej ciasto czekoladowe z cukinią (czekolada 90% naprawdę jest zjadliwa, trzeba się tylko postarać).

Śmiem twierdzić, że dzięki kaszy i mące gryczanej moja ciążowa, cukrzycowa dieta była znośna. I wyszła nam na dobre, bo słodka dolegliwość, która mnie dopadła, nie wpłynęła w żaden sposób na przebieg ciąży, opuściła mnie równie szybko jak się pojawiła, a i dzieciaczek urodził się zdrowy i z cukrami w normie.

 

* Miłe Czytelniczki, Mili Czytelnicy. Celowo nie podaję wyników testu obciążenia glukozą ani poziomu cukru we krwi, jaki powinno się mieć po posiłku, czy jego wartości po konkretnych daniach. Internet nie jest Waszym lekarzem, a moja dolegliwość jest tylko moja, własna i osobnicza. Szczególnie w ciąży należy pamiętać o tym, że więcej dobrego zdziała rozmowa z lekarzem, niż porównywanie w sieci swoich wyników badań z wynikami innych mam.

 

Interesujące? POLUB nas na Facebooku i obserwuj na twitterze. 

 

 

Wokulska

Autor WOKULSKA

Od ponad roku matka Nieśpiałka. Przed rozpoczęciem macierzyńskiego etapu swojego życia intensywnie pracowała w branży PR. Aktualnie na urlopie wychowawczym, i wcale niespieszno jej do biura. W sezonie zimowym namiętnie fotografuje licznik gazu i wylicza jego zużycie w przeliczeniu na dni cieplejsze i chłodniejsze, w okresie letnim uwielbia hamaczyć się na Roztoczu i prowadzić nicnierobiący tryb życia. Kiedyś oglądała na HBO "Siostry McLeoda", ale dziś potrafi się już do tego przyznać.

, , , ,