Dziecko,Taty Tematy

Super Size nasze dzieci!

16 Lut , 2015  

 

Niedzielny obiad?

W McDonaldzie? Czemu nie, w końcu jestem kawalerem (z odzysku), spałem do 12:00,  lodówka pusta, a jeść coś trzeba. Kupony zniżkowe, jakie ostatnio dostałem od kolegi, tylko zaostrzyły mój apetyt. I przyznam się szczerze, że od czasu do czasu lubię się kulinarnie schamić w tym miejscu. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że to niezdrowe, kaloryczne i zbyt częste tam wizyty mogą mnie jedynie przybliżyć do miażdżycy, zawału serca, wylewu, no w najlepszym razie – cukrzycy. Pomimo tego, że robią te ich kotlety z najlepszych polskich krów.

Ubrałem się i wyruszyłem z ustami pełnymi cieknącej ślinki na myśl o BigMacu i przesolonych frytkach. Tak zaśliniony stanąłem przed czerwonym Maczkiem, wchodzę i oczom nie wierzę… już nie wiem czy bardziej się wtedy wkurzyłem czy przeraziłem. Liczba osób czekających przy kasie lub na odbiór jedzenia przypominała sceny rodem z filmów Barei. Okazało się bowiem, że 99% osób w kolejce, to rodziny z dziećmi, które zdecydowały się spędzić swoją wolną niedzielę w McDonaldzie. I wtedy dopadła mnie taka refleksja…WTF!!!!!!!!!

Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem zwolennikiem rosołu i schabowego zaraz po kościele. Zgadzam się, że wszyscy chcemy cieszyć się wolnym dniem i czasem lepiej jest zjeść na mieście niż tracić czas i siły na napieprzanie młotkiem kawałka mięcha. Jednak czy naprawdę musi to być McDonald, w niedzielę z rodziną i z dziećmi?

 

O co chodzi?

Zielona Góra ma ponad 120 tysięcy mieszkańców, po połączeniu z gminą pewnie ponad 150 tysięcy. Mamy tutaj naprawdę sporo fajnych klimatycznych restauracji, moim zdaniem najlepsze pizzerie w Polsce, grecką knajpę, indyjską, staropolskie co najmniej dwie, kilka chińczyków. Jednak w ten weekend  połowa mieszkańców tego pięknego miasta zdecydowała się zaspokoić swój głód bułą z kotletem. Jaki wpływ będzie to miało na te dzieciaki? I nie mówię tu tylko o aspekcie tuszowo-zdrowotnym, ale czy celebracja niedzielnego TAKIEGO wyjścia całej rodziny i zapychanie się solą z frytkami nie wytworzy w nich niezdrowych nawyków żywieniowych?

Przyznam się, że kiedyś sam chciałem zabrać moich synów i zakupić im po kartoniku z zabawką i hamburgerem. Argumentowałem to tym, że wszyscy ich koledzy już byli i nie chcę aby oni zostali „wyrzutkami społecznymi”. Na szczęście moi synowie mają jeszcze mądrą matkę, która ostro zaprotestowała. No i się zaczęło: ona – że pójdą tam po jej trupie, ja – żeby nie przesadzała i raz na jakiś czas nic się nie stanie, na to ona – że raz na jakiś czas powoduje, że staje się to czymś wyjątkowym i bardziej upragnionym. Ja swoje, ona swoje. Z dyskusji przeszliśmy do awantury, w końcu stanęło na nieodzywaniu się do siebie. Milczenie przerwała ona i załatwiła sprawę jednym zdaniem – Pamiętasz jak chodziliśmy do McDonalda i widzieliśmy rodziców z małymi dziećmi. Co o nich mówiliśmy? A teraz sam chcesz być takim rodzicem.

 

Super Size nasze dzieci

Dotarło. Nasze dzieci nigdy tam nie jadły. No może ze dwa razy lody na wynos. I uważam, że tak powinno już pozostać, przynajmniej na razie.  Nadejdzie dzień kiedy same tam pójdą i zakupią bułkę z kotletem za swoje. Bo raz na jakiś czas McDonald jest naprawdę spoko, ale na Boga nie celebrujmy wyjścia do Maka z całą rodziną, nie przyzwyczajajmy naszych 4,5,6-latków do takiego „spędzania” obiadów z rodzicami, nie uczmy ich od najmłodszych lat pełnej akceptacji dla śmieciowego jedzenia. 20 lat temu otyłe dzieci w szkole to były wyjątki, dzisiaj ten problem staje się tak powszechny, że aż czasem akceptowalny.

Patrząc na te niekończące się kolejki, miałem dojmujące wrażenie, że rodzice zapomnieli, że to właśnie oni są odpowiedzialni za kształtowanie nawyków żywieniowych swoich dzieci, żadne przedszkola, żadne szkoły i stołówki – tylko i wyłącznie oni. I w tej oto chwili zdecydowali się pchnąć swoje niczego nieświadome pociechy w objęcia tłuszczów nasyconych.

Popatrzyłem na nich chwilę, odwróciłem się na pięcie i poszedłem na zakupy do pobliskiego supermarketu. Coś ugotuję, a co!

 

 

Interesujące? POLUB nas na Facebooku i obserwuj na twitterze. 

 

 

 

Piotr Babczyszyn

Autor Piotr

Ojciec dwóch łobuzów, wrocławianin na stałe mieszkający w Zielonej Górze. Zawodowo od paru lat związany z Regionalną Telewizją Lubuską, prywatnie miłośnik kina, dobrej muzyki i komiksów.

, , , , , ,