Dziecko,Lifestyle,Mamy Tematy,Taty Tematy

Pampers Gate, czyli kupa w restauracji. Odpowiadamy Agnieszce Kublik z Gazety Wyborczej

3 sty , 2015  

 

Od kilku dni z każdej strony atakuje ten śmierdzący temat. „Pampers Gate”, dzienniki, tygodniki, telewizja, wszędzie. Nie jeden z Was powie: „a co mnie to obchodzi?”, albo adekwatnie „a GÓWNO mnie to obchodzi”.  I jasne, Bóg mi świadkiem – mnie również, ale mleko się wylało (żeby nie napisać, że co innego się wylało) i skoro dalej jest popyt, to musi być i podaż, i my idąc tym tropem postanowiliśmy sami trochę „utytłać” się w tej materii.

 

Ale o co chodzi?

O tekst dziennikarki Gazety Wyborczej, Agnieszki Kublik Pampers z niespodzianką. To nie jest felieton przeciwko matkom, w którym to publicystka zdecydowała się opisać sytuację, która spotkała ją i jej znajomych z USA w jednej z warszawskich restauracji.  Otóż konsumujący kolacje byli nie lada zdegustowani sytuacją, której musieli być świadkami.

Pierwsze „zszokowanie” znajomych zza wielkiej wody dotyczyło odgłosów dzieci, które wydawały w restauracji jakieś „piski i wiski” (?). I chociaż to niedopuszczalne, to jeszcze z tym jakoś sobie poradzili.

Nie wytrzymali jednak, gdy matka siedząca naprzeciw dziennikarki zdecydowała się na zmianę dziecku pieluchy. W tej samej sali, gdzie oni jedzą kolację. Po dyskusji ze znajomymi uznano, że kobieta „zrobiła rzecz niedopuszczalną”, z czego w dodatku najpewniej nie zdaje sobie sprawy. Ot taka niekumająca matka. Dalej dziennikarka GW napisała „Patrzę na te czynności higieniczne, choć wcale nie chcę. Siedzę w końcu nad talerzem z kolacją. Oglądanie pampersa z niespodzianką przyprawia mnie o mdłości”.

I tu mogłaby skończyć, ale nie – Agnieszka Kublik postanowiła dać kilka złotych rad czytającym rodzicom, jak uniknąć tej przykrej sytuacji w przyszłości. Zadaje celne pytania np. dlaczego mama nie przebrała dziecka w domu przed wyjściem do restauracji? (przecież byłoby po problemie) No ale skoro już tu jest i „stało się”, to dlaczego nie wróci z nim do domu? (no dlaczego?)

 

DSC02852a

 

Obiektywnie rzecz biorąc

Oczywiście obiektywny nie jestem, za to może trochę złośliwy. W końcu jestem świeżo upieczonym ojcem i siedzę obok dzikiej karmiącej baby. Najprawdopodobniej pampersy i przebieranie dziecka mi nie przeszkadza, a kupki dziecka pachną, ale nie o tym.

Do tego momentu tekst Pani Kublik nawet mi nie przeszkadzał, był typowy. Taki żeby zbudować odpowiedni – przepraszam – ”Shitstorm” na forach internetowych 😉 i połapać trochę klików i kontrolowanego hejtu.

No bo szanowni, umówmy się, że dzieci kochamy, ale zwykle własne ;-), a jak płaczą to i nawet własne czasem są nie do zniesienia. I pewnie siedząc z Agnieszką Kublik we włoskiej restauracji taka śmierdząca kupa na sali i dla mnie byłaby słabym punktem wieczoru (chociaż ta została według autorki wyniesiona do toalety).

I tak, oczywiście rzeczona mama pewnie mogła wybrać bardziej ustronne miejsce w restauracji do przewijania, czy też wybrać knajpę z przewijakiem. Zgadzam się, że  cała ta sytuacja dla osób nie mających dzieci może być po prostu uciążliwa. Tyle, że dziennikarka idzie dalej i chociaż twierdzi, że  tekst nie jest przeciwko mamom, to opisuje kolejną  sytuację, którą przeżyła kilka miesięcy wcześniej. Przedstawiając matki jako wulgarne i agresywne, a co najważniejsze „nic nierozumiejące”.

Przywołuje historię , w której to walczy z wulgarną matką, której dziecko nasikało na trawnik. W wielkim skrócie: autorka wiedziała jak jest, tłumaczyła matce, ta nic nie rozumiała, tylko przeklinała, koniec, kropka. Żeby jeszcze bardziej dowieść, że artykuł nie jest „antymamowy”, na sam koniec felietonu dziennikarka przywołuje tekst profesora Mikołejki, w którym ten piszę o: „puszących się świeżym macierzyństwem, nic nie robiących matkach”, dla których dzieci to tylko pretekst do tego, żeby się nie rozwijać i nic nie robić. Oczywiście nie swoimi słowami, a cytując Mikołejke, w tekście przyznaje mu racje i staje po jego stronie.

 

DSC02860

 

Na koniec I- Wstydź się Polaku 

Jeszcze trochę jadu ode mnie: „bo mnie boli”. Z całego tekstu bije ten protekcjonalny ton i wstyd za durne matki i zacofanych Polaków. To, że patrzyli na to przyjaciele ze Stanów Zjednoczonych wzmacnia dramaturgię „gównianego” przekazu. Znowu wyszliśmy na Polaków – Cebulaków, zaścianek Europy i ogólnie siara. Tym razem nie potrafimy zachować się w restauracji. Tendencja jest taka: albo wstydzisz się za Polaczków albo sam nim jesteś – burakiem, który nie łapie zachodnich trendów i jest w tyle. Nie liczy się kontekst wydarzenia, liczy się wstyd i żal za maluczkich. A może tak czasem spróbujmy postawić się w sytuacji osoby, którą krytykujemy, za którą wspaniałomyślnie się wstydzimy, szlachetnie martwimy, nauczamy i tłumaczymy. Nie bądźmy zawsze tacy „hop do przodu”, wykażmy trochę więcej empatii.

 

Na koniec II – Czy pójdę z dzieckiem do restauracji? 

Jak mnie wpuszczą… Ludzie, dziecko, to nie wyrok, nie będę przez nie siedział 18 lat w domu. Uwielbiam jeść, uwielbiam spędzać czas z żoną w restauracjach, na mieście i nie wyobrażam sobie, że moglibyśmy zrezygnować ze względu na naszą córkę z naszych małych przyjemności. Oczywiście, to co mogę zrobić, to dla naszej własnej wygody wybrać miejsca przyjazne rodzicom, z przewijakami, stolikami dla dzieci itd. Mogę też obiecać Wam, że przewinę dziecko przed wyjściem z domu, co pewnie załatwi sprawę/ dziękuję AK ;-). A jeśli spotka mnie taka sytuacja, jak tę nic nierozumiejącą matkę? No cóż, niestety pewnie zdrowie mojego dziecka i jego higiena będzie dla mnie najważniejsze i znajdę jakiś przyzwoity sposób, żeby je przewinąć, sorry. A co, jeśli będzie tam Agnieszka Kublik z przyjaciółmi z USA? Agnieszka sorry, I don’t give a shit 😉

 

 

Interesujące? POLUB nas na Facebooku i obserwuj na twitterze. 

 

Avatar photo

Autor Tomasz

Tomasz Zielonka – mąż Marty, ojciec Oli i Tadzia. Od lat związany z mediami przez radio, telewizję, Internet i blogi. Żyć nie może bez dobrego piwa, tłustego jedzenia i polskiej piłki nożnej. Domorosły kucharz, pływak i rowerzysta.

, , , ,