Dziecko,Mamy Tematy

Pani Jola prawdę Ci powie

24 Mar , 2015  

 

Dzwoni telefon! Odbieram. Olka piszczy do słuchawki, że nasza Iza właśnie urodziła. Juhu, gratulacje! Umawiam się z Olą na drinka. Trzeba to oblać! Nie mogę się doczekać. Przez okres ciąży, karmienia, i znów ciąży i karmienia tyle imprez mnie ominęło, że cieszę się jakbym właśnie skończyła osiemnastkę. Zakładam obcasy i biegnę po kocich łbach na Rynek. Stoję odwalona przed moją licealna przyjaciółką i słyszę, że idziemy na słabe latte, bo ona też jest w ciąży. Czy to nie cudownie?  Tak, wspaniale! (ups, nie będzie drinka).

Moje koleżanki rodzą dzieci…przyjaciółki, kuzynki, znajome bliższe i dalsze, ich siostry i bratowe (facebook rządzi). Z miesiąca na miesiąc grono matek trzydziestek regularnie się powiększa. Ja mam to już za sobą!…(chyba). Ciąże, porody i płaczące niemowlęta to dla mnie przeszłość, należę bowiem do innego grona, jakże zacnego, grona matek dwudziestek. W dzisiejszych czasach gwałtownie kurcząca się grupa kobiet, a lata jej świetności odeszły wraz z PRLem. Ech, gdzie te czasy kiedy piękne dziewczęta szły na studia, żeby poznać swojego przyszłego męża. Szybki ślub, dzidziuś i upragnione M2! Biorąc pod uwagę, że zaszłam w ciążę tuż po obronie pracy magisterskiej można powiedzieć, że jestem sentymentalna.

 

Wracając do sedna, rodzą się cudze dzieci, a ja wspominam moje własne…Przez głowę przelatują mi obrazy, nieuporządkowane i niewyraźne. Łapię chwilę. Mam. Dokładnie oglądam i na moment wracam (choć nie zawsze chcę).

– I jak malutki? – pyta sąsiadka, pani Jola.

– Dobrze…tylko budzi się w nocy, ostatnio ma kolki i… wysypki jakiejś dostał, nie wiem czy to nie uczulenie, ale tak poza tym to dobrze (przy „dobrze” byłam już bliska płaczu).

– Teraz to jeszcze nic, taki maluszek to tylko śpi i je (nie słuchała tego co powiedziałam przed chwilą???), potem to dopiero SIĘ ZACZNIE!

Umieram! Dopiero się zacznie?!!

To jest moje wspomnienie, skrzętnie skatalogowane pod hasłem SIĘ ZACZNIE. Słyszałam je wielokrotnie i od wielu osób. Czy wy też? Do wszystkich, którzy lubują się w straszeniu młodych rodziców: zamieńcie SIĘ ZACZNIE na BĘDZIE DOBRZE!

 

Bywało, że macierzyństwo mnie przygniatało. Zalewała mnie fala miłości i przerażenia.  Nie spałam, siedziałam  w domu sama z tym nowym, małym człowiekiem, którego nie znałam i z jakiś powodów do szaleństwa kochałam. Nie poznawałam swojego ciała, w ciągu roku zmieniało się tyle razy, że sama już nie wiedziałam jak ja właściwie powinnam wyglądać. Zagubiona odnajdywałam spokój w pierwszym uśmiechu, uścisku małej rączki i każdym sterczącym blond włosku. Tylko moje „JA” gdzieś się zapodziało. Teraz był już tylko „ON”:

(teraz chcę jeść, więc będę płakał)

(oj, chciałam iść na zakupy, nie mamy obiadu)

(nic mnie to nie obchodzi!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!)     

Zmiana planów, na zakupy pójdziemy później. I tak ze wszystkim.

 

Czas mija, a dzieci rosną (banał, ale warto sobie go powtórzyć parę razy, gdy wasz skarb sprawi, że będziecie chcieli uciec z domu). Znaliśmy się z Mikołajem coraz lepiej, zrobiło się łatwiej i wcale nie było widać owego „sąsiadkowego”  SIĘ ZACZNIE. Moje „JA” nieśmiało wynurzało się z uścisku matki swojego syna, a ponieważ byliśmy młodzi i rozważne planowanie było nam obce, wpadliśmy na świetny pomysł. Ha! Zróbmy sobie drugie! Nie ma się czego bać, obsługę niemowlaka mamy obcykaną, teraz pójdzie jak po maśle…

Pojawił się drugi potomek, tak samo mały i wrzeszczący jak ten pierwszy. Znów nieprzespane noce, znów pchanie wózka (z nieodgadnionych przeze mnie powodów szczerze nienawidzę wózków). Wraz z przyjściem na świat młodszego syna poznaliśmy nowy tekst wart skatalogowania:

I JAK WY SOBIE DACIE RADĘ? DWÓJKA MAŁYCH DZIECI. No, jakoś damy, nie mamy wyjścia:)  A pod uśmiechniętą maską przewracam oczami i klnę jak szewc.

Nie lubiłam tego słuchać. Choć pewnie było to mówione w szczerej trosce. O zgrozo! Jednak kryje się za tą troską coś jeszcze. „Jak wy sobie dacie radę?” sugeruje, że dotknęło nas jakieś nieszczęście, a my sobie rady nie damy. Tu zaczynam się wkurzać! Drodzy moi, pełni troski dla bliźnich, drugie dziecko to nie zawsze wpadka, a nawet jeśli to co z tego. Będzie bratem lub siostrą tego, które już jest na świecie, i  które tak wychwalacie i adorujecie. Cieszcie się tym. A rodzicom dodajcie trochę wiary w to, że będzie dobrze. Bo będzie.

Ale to było dawno temu. Patrzę teraz na moje chłopaki – przedszkolaki i nie wiem kiedy z małych fasolek wyrosły takie byki. Sami jedzą, sami korzystają z toalety, nie budzą się co noc, a jak płaczą to zawsze powiedzą dlaczego. Cóż, mogę powiedzieć…raj i luksus.

Siedzicie teraz w domu ze swoim maluszkiem (maluszkami), radości przeplatają smuteczki, dni jakby do siebie podobne, jest nudno i nienudno zarazem. Wasze życie zmieniło się nie do poznania. Nie wychodzicie kiedy chcecie (szanowny ojciec), nie jecie i nie pijecie czego chcecie (matka polka karmiąca), a zamiast patrzeć na siebie patrzycie na dziecko. Przystojniaku, mrugnij czasem zaspanym okiem do matki twojego dziecka, jak dobrze się przypatrzysz rozpoznasz tą samą dziewczynę, w której się zakochałeś. A ty piękna… odpuść sobie, tak po prostu od czasu do czasu. Bo jak mówią klasycy: nie samym dzieckiem człowiek żyje!

 

Interesujące? POLUB nas na Facebooku i obserwuj na twitterze. 

 

Paulina Kochaniak

Autor Paulina

Paulina Kochaniak - ukończyła studia filozoficzne, jest ekspertem w dziedzinie "wszystko i nic". Prywatnie mama dwójki przedszkolaków Mikołaja i Tymka. Lubi amerykańskie kino i bardzo długie książki.

, , ,