Filmy,Lifestyle

Plaster Indyjskiego Miodu. Drugi Hotel Marigold [recenzja]

11 maja , 2015  

 

Hamburg wyłożył trzy miliony euro na dofinansowanie „Bardzo poszukiwanego człowieka” z Philipem Seymourem Hoffmanem. To znakomity thriller szpiegowski, jednak suma ta, wyłożona zapewne w celu promocji miasta, to najgorzej wydane pieniądze w historii. Hamburg jest w tym filmie brudny, ponury i roi się w nim od muzułmanów, którzy również są brudni i ponurzy, a w dodatku ciągle knują i spiskują w zaciszach swoich ciasnych mieszkań w zabytkowych kamienicach zniszczonych przez jakichś małpoludów z puszką farby (czyżby skateshop AK-47 miał tam swoją filię?). Szpiedzy tym różnią się od muzułmanów, że są w miarę domyci, a knują i spiskują w spelunach, w których brodaci i blondwłosi potomkowie pruskich junkrów okładają pięściami po mordach. Za taki Hamburg dziękuję.

 

Czy rząd Indii dołożył się do produkcji „Drugiego hotelu Marigold”, tego nie wiem. Jeżeli nie, to zrobił na tym jeszcze lepszy interes, za darmo dostał bowiem rozkoszną pocztówkę z uśmiechniętymi, serdecznymi Hindusami i ulicami wprawdzie zakurzonymi, ale nawet ten kurz niesie w sobie powiew egzotyki (w przeciwieństwie chociażby do kurzu z warszawskich ulic, który niesie w sobie tylko brud).

 

„Drugi hotel Marigold” to kontynuacja przeboju sprzed czterech lat. Głównym wątkiem są przygotowania Sonny’ego (Dev Patel) do ślubu i jednoczesne starania, by otworzyć drugi hotel Marigold. Na tym tle rozgrywają się perypetie leciwych gości tego przybytku. Evelyn (Judi Dench) dostaje propozycję pełnoetatowej pracy, Douglas (Bill Nighy) nie potrafi wyznać Evelyn miłości, zaś Muriel (Maggie Smith) przeczuwa, że powoli zbliża się koniec. W hotelu pojawia się nowy lokator, Guy (Richard Gere), który zostaje wzięty za wysłannika amerykańskiego inwestora, więc Sonny, aby pozyskać jego przychylność, nadskakuje mu jak tylko może, próbując nawet wepchnąć mu do łóżka własna matkę.

 

„Drugi hotel Marigold” jest zabawny i wzruszający, dobrze zrobiony i zagrany. Bohaterowie są sympatyczni, ich losy nie pozostawiają widza obojętnym. Film jednak przechodzi przez widza jak jogurt naturalny z musli. W dzień po projekcji pamiętam z niego niewiele. O wiele trwalsze są emocje, które wywołuje – to plaster miodu, który mocno przywiera do duszy.

 

Ocena: 3+

 

POLUB nas na Facebooku i obserwuj na twitterze. 

 

Marcin Gryglik

Autor Marcin

Marcin Gryglik - ur. 1985. Początkujący pisarz (początkujący od bardzo dawna), miłośnik filmu.

, , ,