Selma - Martin Luther King

Filmy,Lifestyle

SELMA – Gryząca świadomość propagandy

9 Kwi , 2015  

 

Każda społeczność musi sama opowiedzieć własna historię, inaczej inni zrobią to za nią. Maksymę tę z wyjątkową pilnością wcielają ostatnio w życie Amerykańscy Murzyni. W ostatnich latach nastąpił prawdziwy wysyp filmów, w których czarni twórcy opowiadają o ciężkiej przeszłości i równie ciężkiej teraźniejszości. „Hej, skarbie”, „Kamerdyner”, „Fruitvale Station”, „Zniewolony” – by wymienić kilka z nich.

Najnowszym przykładem tego nurtu jest „Selma” Avy DuVernay, opowieść o Martinie Lutherze Kingu. Z ciekawej, choć niestety krótkiej (skróconej przez Jamesa Earla Raya) biografii pastora wzięto wątek walki o prawa wyborcze czarnych i związany z nią marsz z Selmy do Montgomery. Jest to czas po słynnym przemówieniu „Miałem sen”, moment po odebraniu pokojowej Nagrody Nobla (tym zresztą się film zaczyna). Doktor King osiąga punkt szczytowy swej wielkości, ale nie osiada na laurach, walczy dalej.

Krytycy amerykańscy dosłownie oszaleli na punkcie „Selmy”. Niestety, trudno wyjaśnić ten szał inaczej niż względami ideologicznymi – film o walce o prawa czarnych, nakręcony przez kobietę, w dodatku czarną. „Selma” to film solidnie zrobiony, dobrze zagrany (znakomity David Oyelowo w roli głównej), ogląda się go przyjemnie – i nic poza tym.

 

 

Przyjemność z seansu psuje gryząca świadomość, że oglądamy w istocie film propagandowy. Mniejsza już o bajdurzenia jednej z bohaterek o tym, jak to Murzyni zbudowali naszą cywilizację. Film jednak rozgrzesza Kinga z działań co najmniej moralnie dwuznacznych. Oto mamy scenę ulicznej demonstracji z udziałem zarówno krzepkich działaczy na rzecz praw obywatelskich, jak i „cywili”, w tym starszych kobiet. King zdaje sobie sprawę, że właśnie kobiety mogą poważnie ucierpieć w starciu z rasistowsko usposobioną policją. Co zatem robi? Organizuje demonstrację tak jak ją zaplanowano, ponieważ wie, że gdy Amerykanie zobaczą murzyńskie starsze kobiety bite policyjnymi pałami, ich serca staną po stronie ruchu na rzecz praw obywatelskich. Każdy, kto interesuje się polityką, musi chylić czoła przed sprytem i inteligencją doktora Kinga. Dobrze jednak byłoby, gdyby jakoś zaakcentowali problematyczność takiego traktowania ludzi, zamiast przechodzić nad tym do porządku dziennego.

„Selma” nie jest na tyle dobrym filmem, by mieć 99% ocen pozytywnych na Rotten Tomatoes. Jest jednak na tyle dobra, że warto pójść na nią do kina. Film nasyca człowieka poczuciem sprawiedliwości, poprawia samopoczucie, kiedy widzimy, że w tym zepsutym świecie prawość jednak może zwyciężyć.

A że jest to film propagandowy? Jest to jednak propaganda słusznej sprawy, więc można to wybaczyć.

Ocena: 4-

 

POLUB nas na Facebooku i obserwuj na twitterze. 

 

Marcin Gryglik

Autor Marcin

Marcin Gryglik - ur. 1985. Początkujący pisarz (początkujący od bardzo dawna), miłośnik filmu.

, ,