Ciąża,Dziecko,Mamy Tematy

Pranie i prasowanie ubranek dla noworodka. Cztery podejścia do sprawy

26 Wrz , 2014  

To, że musimy wyprać wszystkie ubranka dla naszego nowego dziecka to żadna nowość.

To, czy je prasować – to oddzielna kwestia, zawsze sporna.

Ważniejsze jest pytanie: w czym prać ubranka dla noworodka? Jakiś środków do prania użyć? Płukać, nie płukać?

 

Kilka dni temu uporałam się z całą stertą ubranek niemowlęcych, także jestem bogatsza o tą nową, wcale nietajemną wiedzę.

 

Laundry Room CVSNS/flickr.com

 

Pranie Ubranek – Cztery mamy, cztery podejścia

Przygotowanie do akcji PRANIE nie należało do spontanicznych i tych na łapu capu.

Oczywiście wcześniej naczytałam się i nasłuchałam opinii i mam –  pranie ubranek „z dystansem” i mam- „ekologicznych”, i mam – „stara szkoła” i mam – „znajdźmy złoty środek”. i na ich podstawie mogłam wybrać swój sposób na sprawne i skuteczne przygotowanie ubranek.

 

1. Mamy „ z dystansem” to mamy trochę zachodnie, niemieckie gwoli ścisłości.

Dlaczego niemieckie? A no dlatego, że to właśnie za naszą zachodnią granicą, w kraju kojarzonym przez nas, jako kraj z super chemią i super proszkami stojący, ciężko o płyny czy proszki delikatne jak pupcia niemowlęcia. Moja przyjaciółka, która mieszka w Niemczech wiele czasu poświęciła na znalezienie środka delikatnego, z niewielką ilością detergentu, hipoalergicznego do prania odzieży niemowlęcej.

Na forach znalazła jednak opinie niemieckich matek, że dziecko od pierwszych dni życia powinno być wystawiane na czynniki, z jakimi będzie miało styczność w późniejszym również czasie.

I wśród polskich matek spotkałam się z podobnym podejściem, na zasadzie: nie przesadzaj, przecież nie możesz trzymać dziecka pod kloszem, tak czy siak dotknie tej chemii, prędzej czy później będzie się w niej taplać…

Szkoła mam „z dystansem” do mnie nie przemówiła.

Szukam dalej.

 

2. Mamy- „EKOlogiczne”. Nie ukrywam, że zafascynowało mnie ich podejście do prania ciuszków.  Przemówiło do mnie to, że skóra mojego dziecka będzie tak delikatna, taka niczym nieskażona, że grzechem byłoby narażanie jej na środki chemiczne od pierwszych dni życia…

Dlatego pierwsze pranie, dla testów wykonałam w …nie, nie w orzechach piorących. Do nich nie jestem całkowicie przekonana, dodatkowo lubię widzieć, że coś tam jednak się pierze, niech się tam chociaż delikatnie zapieni.

Także pranie wykonałam w płatkach mydlanych. Dokładnie w płatkach Dzidziuś (może być też mydło marsylskie)

Naczytałam się miliona opinii, że płatki zapychają pralki, że nie spłukują się dobrze, że osadzają się na ubraniach, itp.

Myślę, że to wszystko mogło mieć miejsce, ale tylko i wyłącznie w przypadku błędnego przygotowania się do takiego prania.

 

DSC00727

Oto przepis na udany żel do prania z płatków mydlanych:

  • 50 g płatków
  • 1 litr gorącej wody
  • Jeśli chcemy uzyskać delikatny zapach ubranek, to możemy dodać 3-4 krople olejku eterycznego, np. lawendy.

Płatki zalewamy, skutecznie mieszamy do rozpuszczenia się płatków i odstawiamy na jakiś czas.

Taki żel dodajemy do prania.

 

Do płukania ocet. Tak, tak OCET.

 

Proponuję spróbować i przekonać się, czy ta metoda jest dla nas odpowiednia.

Ja wyłamałam się z ekotrendu, zabrałam z niego co chciałam i szukałam dalej.

 

3. Mamy ze „starej szkoły’ to te troszkę podobne do Eko-mam, tyle, ze bez orzechów piorących, broń boże bez olejków eterycznych, tylko szare mydło jeleń. Wszystko wygotować, potem wyprasować z każdej strony 2 razy, potem znowu wygotować i wyprasować i tak do starości, ich samych, albo dzieci, sama nie wiem.

 

4. Także szukając dalej trafiłam na Mamy spod znaku „złotego środka”, czyli bliskie memu sercu. Na razie przy nich zostaję, no chyba, że moje przyszłe dziecko swoimi uczuleniami skórnymi powie mi: kochanieńka sięgaj po te orzechy piorące, jeśli nie chcesz mnie dobić. A co gorsza wyśle mnie do starej szkoły…

 

Mój „złoty środek” to trochę więcej wygody, niż  przy używaniu płatków i trochę więcej pewności, że dodaję odpowiednią ilość środka piorącego (przy płatkach ciężko mi było określić ile żelu powinno znaleźć się w pralce). Ale też dbałość o odpowiednie wypłukanie detergentu.

Mój zestaw padł na: płyn do prania Jelp i ocet do płukania.

Jednym słowem delikatny i nieuczulający (rzekomo, zobaczymy za 2 miesiące) środek piorący, który w testach składu, ze względu prostotę,  plasuje się zaraz za płatkami (skład najprostszy z możliwych, pozbawiony drażniących składników, od pierwszych dni życia dziecka).

Inne podobne w składzie płyny/proszki to:  Płyn Bonini Baby , Proszek Biały, Płyn Dzidziuś, Mleczko Lovela.

Cena płynu jest dość wysoka, ja swój kupiłam w dobrej promocji.  Także myślę, że przy wzmożonym praniu skuszę się na coś tańszego o podobnym składzie.

 

Do płukania używam octu. Zapach jest naprawdę niewyczuwalny po wyjęciu prania z bębna. Dodaję max pół szklanki na pranie (na oko 3-4 łyki:))

Dzięki temu jestem spokojniejsza, że resztki detergentów wypłukały się z ubranek.

Oczywiście program prania ustawiamy na dodatkowe płukanie.

Większość ubranek prałam w temperaturze 40 stopni, ręczniki, pieluchy flanelowe, czy prześcieradła można ustawić na 60 stopni lub 90 stopni.

 

Prasować czy nie prasować? Oto jest pytanie

Prasowanie ma na celu dokończenie roboty prania. Czyli wysoka temperatura  ma pozabijać wszystkie bakterie i roztocza, a także ma pomóc w pozbyciu się z materiału resztek detergentu.

Ma też na celu przepiękne ułożenie ubranek, poskładanie ich w kosteczkę i ułożenie ich do naszej świeżutkiej, białej komody, która obok łóżeczka stanie w naszej sypialni, czekając na new born szkraba:) niu niu niu.

 

I wiecie co…po przeprasowaniu całej hałdy ubranek, doświadczeniu bólu pleców i brzucha po kilku godzinach siedzenia przy desce do prasowania, dochodzę do wniosku, że wszystko i tak kończy się na celu drugim.

Przecież każda z nas o wiele wcześniej zaczyna prać i prasować wszystkie ubranka. Wątpię, by znalazła się taka, która dzień przed porodem, albo już po odejściu wód zaczyna szaleć z żelazkiem, by dobić roztocza..

Większość z nas robi to wcześniej, koniec kropka. Układa w komodę i co? No i właśnie. To wszystko.

Tak ładnie to wszystko wygląda. Efekt estetyczny zapewniony. Jeśli nie wierzycie, to spójrzcie i dokonajcie wyboru:)

przed prasowaniem

po prasowaniu:)

A roztocza? Bakterie? Czy wierzycie, że w całym tym procesie: prasowanie, układanie, komoda, tak ładnie, czekamy, czekamy, czekamy, wody, skurcze, dziecko, pierwsze przewijanie, pierwsze przebranie….ani roztocza, ani bakterie dzięki temu prasowaniu się nie rozwinęły?????

 

Także podsumowując: prasować każda mama musi, dla spokoju własnej duszy, spokoju duszy naszych matek i teściowych (to często ta stara szkoła) i dlatego, że …o jakże ładniej w takim świeżutkim i wyprasowanym:) ach…

 

Interesujące? POLUB nas na Facebooku i obserwuj na twitterze. 

 

 

Marta

Autor Marta

Marta Zielonka – od lat związana z Internetem , specjalizuje się w branży performance marketingu. Od kilku miesięcy bez reszty zaangażowana w projekt pt. „Dziecko”. Od grudnia szczęśliwa mama, zakochana bez reszty w przeuroczej Olusi. Najbardziej na świecie uwielbia swoją rodzinę, podróże, dobre filmy, amerykańskie sitcomy, proste kosmetyki i dobre jedzenie, dużo jedzenia!

, , , , , , , , , , ,