TOP 10 FILMÓW SZPIEGOWSKICH/ 007 James Bond

Filmy,Lifestyle,Taty Tematy

TOP 10 FILMÓW SZPIEGOWSKICH

30 sie , 2015  

 

 

Obrodziło w tym roku w filmy szpiegowskie. Za nami „Kingsman: Tajne służby” i „Agentka”, na ekranach „Mission: Impossible. Rogue Nation” i „Kryptonim UNCLE”, a czekają nas jeszcze „Zdrajca w naszym typie” według powieści Johna Le Carre i oczywiście „Spectre”, najnowsza część przygód Jamesa Bonda. Jeżeli dla kogoś szpiegowskich emocji wciąż za mało, polecamy odrobinę specsłużbowej i tajnoagentowej klasyki. Oto subiektywny ranking dziesięciu filmów szpiegowskich, które ukontentują nie tylko miłośników gatunku. Większość zaprezentowanych tu filmów to klasyka kina, którą znamy albo powinniśmy znać. Jednak lojalnie uprzedzam – SPOILERY!

 

10.”Człowiek, który wiedział za dużo” (1956).

James Stewart i Doris Day grają amerykańskie małżeństwo, Bena i Jo Mackenna, które podczas wakacji są świadkami morderstwa agenta obcego wywiadu. Szpieg przed śmiercią zdradza im, że w ciągu najbliższych dni w Londynie zostanie zamordowany ważny polityk. Spiskowcy, aby zapewnić sobie milczenie bohaterów, porywają ich synka. Przyciśnięci do muru Ben i Jo postanawiają sami zapobiec zamachowi i uratować dziecko.

Człowiek, który wiedział za dużo / TOP 10 FILMÓW SZPIEGOWSKICH

Człowiek, który wiedział za dużo / TOP 10 FILMÓW SZPIEGOWSKICH

 

Alfred Hitchcock zrobił remake swojego własnego filmu z 1934 roku. W rozmowie z Francois Truffaut reżyser powiedział: „Tamten film został zrobiony przez utalentowanego amatora, zaś ten zrobił profesjonalista”. Pierwsza wersja ma wielu zwolenników. Jest badziej dynamiczna (dwa razy krótsza niż remake), ma więcej humoru, a głównego złoczyńcę gra Peter Lorre ze swoimi wyłupiastymi oczkami, jaszczurczym głosem i cudzoziemskim akcentem. „Człowiek…” z 1956 roku nie jest filmem idealnym, intryga jest niedorzeczna, mamy jednak kilka fenomenalnych scen, które zapadają w pamięć na długo. Scena śmierci agenta ma w sobie, oprócz napięcia, wiele staroświeckiego uroku (ach, to charakteryzowanie się na Araba za pomocą brązowej szminki!). Scena, w której Ben dowiaduje się o porwaniu syna, zrobiona jest z typowym dla Hitchcocka wyczuciem szczegółu. Ostatnia sekwencja, w której bohaterowie ratują małego Hanka z rąk terrorystów, jest majstersztykiem. Jednak wszystko to, co Hitchcock ma najlepszego, dostajemy w scenie zamachu w Royal Albert Hall. Jest to niema, trwająca prawie dziewięć minut sekwencja pełna desperacji i walki z czasem, trzymająca za gardło od pierwszej do ostatniej sekundy. W scenie tej ujawnia się cały geniusz Hitchcocka, jest to bowiem scena pozbawiona sensu i logiki, jednak angażuje serce widza tak mocno, że rozum nie ma tutaj nic do gadania. I w zasadzie dla tej jednej sceny warto ten film obejrzeć. Wprawdzie Oscara dostała piosenka „Que sera sera”, jednak to właśnie zamach w filharmonii wszedł do annałów kina. Scenę tę cytowali później Colin Higgins w „Nieczystym zagraniu” i Christopher McQuarrie w najnowszym „Mission: Impossible”.

 

  1. „Korespondent zagraniczny” (1940)

Znów film Alfreda Hitchcocka. Adaptacja książki Vincenta Sheehana pod tytułem „Historia osobista”, której jednak z pierwowzorem nie łączy nic poza postacią korespondenta. Książka Sheehana była tylko relacją z jego pracy dziennikarskiej w różnych krajach, podczas gdy film Hitchcocka to dziarskie kino szpiegowskie.

 

Akcja rozgrywa się w 1939 roku. Główny bohater, Johnny Jones (Joel McCrea), zostaje wysłany przez swoją gazetę do Europy, by towarzyszyć wybitnemu holenderskiemu dyplomacie Van Meerowi (Albert Bassermann) na konferencji pokojowej organizowanej przez międzynarodowy ruch na rzecz pokoju. Van Meer zostaje jednak zamordowany, a Johnny wpada na trop nazistowskiej siatki szpiegowskiej.

 

top 10 filmów szpiegowskich/ hitchcock

top 10 filmów szpiegowskich/ hitchcock

 

Film ma 75 lat, ale w ogóle się nie zestarzał i dostarcza takiej samej rozrywki, jak w czasach, kiedy wchodził do kin. Scena zabójstwa dyplomaty, mroczne ujęcia z wnętrza holenderskiego młynu czy pokoju hotelowego będącego kryjówką nazistów czy wreszcie końcowa scena katastrofy lotniczej na morzu wciąż robią wrażenie. Jedynym anachronizmem, jaki jaskrawie rzuca się w oczy, jest chyba moment, kiedy bohater wyznaje dziewczynie miłość i proponuje małżeństwo po raptem dwóch dniach znajomości, ale, jak wie każdy czytelnik powieści przygodowych, sytuacja zagrożenia potęguje emocje.

 

„Korespondent zagraniczny” dostał sześć nominacji do Oscara, w tym za film, scenariusz, zdjęcia i drugoplanową rolę Alberta Bassermanna, przegrał jednak z innym filmem Hitchcocka, „Rebeką” promowaną zawzięcie przez Davida O. Selznicka. Był to bardzo odważny film, kończy się bowiem wezwaniem Stanów Zjednoczonych do włączenia się do wojny, co było sprzeczne z ustawą o neutralności kraju i groziło wieloma przykrymi konsekwencjami. Z perspektywy czasu trzeba docenić intuicję scenarzystów Joan Harrison i Charlesa Bennetta, którzy z organizacji walczącej o pokój zrobili marionetkę w rękach nazistów. Skojarzenia ze Światową Radą Pokoju, która była marionetką w rękach Sowietów, nasuwają się same.

 

  1. „Czarna niedziela” (1977)

Zanim Thomas Harris przeszedł do historii kultury masowej jako ojciec Hannibala Lectera, spróbował swych sił w literaturze szpiegowskiej. Efektem była książka „Czarna niedziela”, zainspirowana atakiem terrorystów na wioskę olimpijską w Monachium w 1972 roku i masakrą izraelskich sportowców. Powieść szybko stała się bestsellerem, a to pociągnęło za sobą zaintersowanie ze strony Hollywood. Za kamerą stanął John Frankenheimer, twórca „Przeżyliśmy wojnę” i „Siedmiu dni w maju”. Przed kamerą zaś mamy Roberta Shawa, który jako agent Mosadu walczy z terrorystami i współpracującym z nimi niezrównoważonym psychicznie weteranem wojennym (Bruce Dern).W książce autora bardziej interesowała psychiczna degrengolada Amerykanina, który współpracuje z palestyńskimi terrorystami. Film bardziej skupia się na działaniach agentów Mosadu i FBI.

Chociaż na pokazach próbnych film spotkał się z przychylnościa widzów, to jednak poległ w kinach. Niezasłużenie, ponieważ jest to jeden z najlepszych thrillerów szpiegowskich lat 70-tych. Świetnie zagrany, bardzo dobrze wyreżyserowany, z mistrzowską muzyką Johna Williamsa. Finał, podczas którego terroryści chcą podczas rozgrywek Super Bowl zdetonować bombę ukrytą w sterowcu reklamowym, należy do najbardziej emocjonujących, jest na poziomie szczytowego Hitchcocka. Zaś scena, w której terrorystka (Marthe Keller) próbuje otruć leżącego w szpitalu izraelskiego agenta, została zacytowana przez Quentina Tarantino w „Kill Bill”.

 

  1. „Teczka IPCRESS” (1965)

Adaptacja powieści Lena Deightona, w Polsce dość niefortunnie przetłumaczonej jako „Towarzystwo prania mózgów”. Była to zarówno pierwsza książka Deightona, jak i pierwsza część cyklu o bezimiennym agencie – miłośniku dobrego jedzenia, pasjonacie historii wojskowości i człowieku, dla którego dobro ojczyzny jest tak samo ważne jak wypłacana na czas pensja.

W filmie Sidneya J. Furie agent nazywa się Harry Palmer i ma twarz Michaela Caine’a. Palmer zostaje przeniesiony do ściśle tajnej komórki wywiadu, a jego pierwszym zadaniem jest odnalezienie znanego naukowca porwanego przez tajemniczego szpiega o kryptonimie „Sójka”. Palmer szybko odkrywa, że został wplątany nie tylko w grę wywiadów, ale również w rywalizację między dwiema komórkami swojej macierzystej agencji.

TOP 10 FILMÓW SZPIEGOWSKICH/ ipcress

TOP 10 FILMÓW SZPIEGOWSKICH/ ipcress

Film ten jest dzisiaj mało znany, zdecydowanie mniej niż postać Harry’ego Palmera w jego kultowych okularach w rogowej oprawie (dzisiaj zapewne obiekt westchnień każdego hipstera). Polski widz kojarzy Palmera z filmu Kena Russella „Mózg za miliard dolarów”, trzeciej i ostatniej części cyklu, jednak największym sukcesem artystycznym i kasowym była właśnie „Teczka IPCRESS”. Wprawdzie fabuła wydaje się nieco skomplikowana, jednak po 50 latach film wciąż urzeka, zwłaszcza zdjęciami Otto Hellera i muzyką Johna Barry’ego, tworzącymi nastrój tajemniczości. Palmer w wykonaniu Michaela Caine’a jest, ze swoją cockney’owską szorstkością i ciętym dowcipem, najbardziej udanym anty-Bondem, jaki kiedykolwiek pojawił się na ekranie.

 

  1. „Nasz człowiek w Hawanie” (1959)

Jest coś specyficznego w podejściu Brytyjczyków do pracy w wywiadzie. Praca dla tajnych służb wydaje się dla nich czymś, co dodaje prestiżu, czym można zabłysnąć w towarzystwie. W różnych okresach życia z wywiadem współpracowali W. Somerset Mauhgam, Ian Fleming, John Le Carre, Noel Coward. Agentem był również Graham Greene, który z typowo brytyjskim dla tych spraw brakiem skrępowania na prawo i lewo opowiadał w wywiadach, czego to on nie robił podczas drugiej wojny światowej i przed nią. Oprócz prac w tajnej służbie Jego Królewskiej Mości napisał wiele książek, zarówno poważnych, jak i czysto rozrywkowych. „Nasz człowiek w Hawanie” należy do tego drugiego nurtu, zaś film Carrola Reeda jest wierną adaptacją powieści, co jednak nie dziwi, skoro autorem scenariusza był sam Greene.

Główny bohater, Jim Wormold (Alec Guinness), mieszka w Hawanie i jest zwykłym sprzedawcą odkurzaczy. Tajne służby jednak widzą w nim potencjał, skoro oferują mu współpracę. Wormold się zgadza, nie ma jednak zamiaru narażać się dla kraju, w którym jego noga nie stanęła od paru ładnych lat. Dlatego zamiast zbierać informacje, sam je wymyśla. Nie brak mu przy tym kreatywności: rysuje wnętrze rozbebeszonego odkurzacza i wmawia swojemu oficerowi prowadzącemu, że to tajna, bardzo śmiercionośna broń, nad którą komuniści pracują gdzieś w górach. Konfabulacje Wormolda wywołują ruch po stronie wywiadu brytyjskiego, co z kolei powoduje wzmożenie w służbach kubańskich. Wormoldowi zależy tylko na tym, by trochę zarobić na boku, a tymczasem stawia siebie i bliskich w sytuacji zagrożenia.

Głownymi zaletami filmu jest humor i kreacja Aleca Guinessa, jedna z najlepszych w jego karierze. Schemat fabularny został ponad 30 lat później powtórzony przez Johna Le Carre w „Krawcu z Panamy”.

 

  1. „Osławiona” (1946)

Kolejny film Hitchcocka na naszej liście. W porównaniu z innymi pozycjami z tej listy jest to dzieło wręcz kameralne, jednak za wszechmiar godne uwagi.

Główna bohaterka, Alicja (Ingrid Bergman), córka nazistowskiego zbrodniarza, zostaje zwerbowana przez amerykańskiego agenta Devlina (Cary Grant) do rozpracowania siatki nazistów ukrywających się w Brazylii. Zadanie ma mocno dwuznaczny charakter, bowiem Alicja ma rozkochać w sobie jednego z najważniejszych nazistów Sebastiana (Claude Rains), a nawet – jeżeli zajdzie taka potrzeba – wyjść za niego. Sytuacja jednak komplikuje się, kiedy Devlin i Alicja zakochują się w sobie.

TOP 10 FILMÓW SZPIEGOWSKICH/ Osławiona

TOP 10 FILMÓW SZPIEGOWSKICH/ Osławiona

Za ten film Hitchcockiem przez pewien czas interesowało się FBI. Filmowi naziści pracują bowiem nad bombą atomową. Nie jest to wprost powiedziane w filmie, jednak w jednej ze scen Devlin znajduje w piwnicy rezydencji Sebastiana drobinki plutonu ukryte w butelkach po winie. Dzisiaj każde dziecko wie, że pierwiastek ten jest składnikiem bomby atomowej. W 1946 roku, niemal zaraz po Hiroszimie, była to wiedza znana nielicznym.

 

Film, jak już wspomniałem, jest niemal kameralny. Nie ma tu strzelanin, pościgów, cały film rozgrywa się w najwyżej pięciu lokacjach, Hitchcock darował sobie nawet widowiskową konfrontację w jakimś ciekawym miejscu. Mamy za to jeden z najgorętszych romansów szpiegowskich, który wszystkie miłostki Jamesa Bonda spala na popiół. Kiedy Devlin całuje Alicję albo kiedy szepcze do ucha, że ją kocha, trudno ze wstydem nie odwrócić wzroku. Jest w tych scenach mnóstwo intymności i czułości, dość bezceremonialnie ocierającej się o prawdę. Niektórzy biografowie podejrzewają, że Cary Grant był homoseksualistą, w dodatku tak zdeterminowanym, by to ukryć, że żenił się pięć razy. Wystarczy jeden rzut oka na scenę pocałunków Devlina i Alicji, by poznać wartość takich podejrzeń.

Drugim powodem, dla którego warto ten film obejrzeć, jest rewelacyjna kreacja brytyjskiego aktora Claude’a Rainsa jako Sebastiana. Każdy inny aktor pod batutą każdego innego reżysera grając nazistę stworzyłby postać mroczną, ocierającą się o groteskę, która rano, wieczór, we dnie, w nocy marzy tylko o zbudowaniu IV Rzeszy. O czym marzy Sebastian? O miłości, którą, jak mu się wydaje, znajduje w Alicji. W scenie, w której Sebastian informuje swoją matkę: „Moja żona jest amerykańskim agentem”, nie widzimy bestii marzącej o destrukcji. Widzimy kochającego człowieka, ktorego serce zostało rozcięte toporem.

Warto wreszcie wspomnieć o finale. Nie pada ani jeden strzał, nikt tu nie dostaje w mordę. Ale konia z rzędem temu, kto wskaże jakąkolwiek inną scenę, w której równie mało się dzieje, a w której jest tyle napięcia.

 

  1. „Szpieg” (2011)

Pierwsza i jedyna na liście pozycja na podstawie książki Johna Le Carre. Na podstawie jego książek powstało kilka świetnych filmów, chociażby „Ze śmiertelnego zimna” czy „Zabójcza sprawa”, jednak właśnie „Szpieg” jest moim faworytem.

Rzecz dzieje się w 1973 roku. George Smiley, bohater większości książek Le Carre, przeniesiony na wcześniejszą emeryturę w związku z nieudaną akcją za Żelazną Kurtyną, musi powrócić do służby. Istnieją podejrzenia, że w ścisłym kierownictwie Cyrku (tak autor nazywa MI6), znajduje się sowiecki szpieg, a Smiley musi potwierdzić ich prawdziwość.

TOP 10 FILMÓW SZPIEGOWSKICH/ Szpieg /  Gary Oldman

TOP 10 FILMÓW SZPIEGOWSKICH/ Szpieg

Najsłynniejsza powieść Le Carre, „Druciarz, krawiec, żołnierz, szpieg”, została już przeniesiona na ekrany jako serial. Zapisał się on w historii wybitną kreacją Aleca Guinnessa jako George Smiley. W filmie Tomasa Alfredsona, steranego życiem ex-szpiega gra Gary Oldman, który śmiało może stawać w szranki ze swoim legendarnym poprzednikiem. Jego Smiley jest bezbarwnym, pozornie pozbawionym emocji urzędnikiem. Jednak zmarszczki, okulary w rogowej oprawie i garnitur, który lata swojej świetności miał w czasach drugiej wojny światowej, skrywają człowieka o przenikliwym umyśle, w dodatku nieszczęśliwego w swym życiu osobistym z powodu angażującej pracy (a może nadmiernego zaangażowania w nią?).

 

Film nie jest może najwierniejszą adaptacją książki, pewne wątki zostały poprzestawiane, innych, mniej ważnych, w ogóle nie ma. Wiernie za to odzwierciedla atmosferę panującą w wywiadzie. Nieustanne obcowanie z największymi tajemnicami niektórych wyjaławia uczuciowo, zaś innych wpycha coraz bardziej w jego ekscentryczność. Jedni nadużywają alkoholu, inni seksu, jeszcze inni pozbawieni są jakichkolwiek namiętności poza pracą i wspinaniem się po kolejnych szczeblach kariery (dla królowej i ojczyzny, oczywiście). Zupełnie jakby kurz z tajnych akt miał moc wykrzywiania człowieka.

 

Atmosferę pustki wymieszanej z tajemniczością podkreśla znakomita muzyka Alberto Iglesiasa i zdjęcia Hoyte van Hoytemy. Jest to kino jednak wyłącznie dla koneserów, nie oczekujących od filmu szpiegowskiego pościgów, romansów i strzelanin.

 

  1. „Tożsamość Bourne’a” (2002)

Najsłynniejsza powieść Roberta Ludluma, pisarza mojej młodości, została po raz pierwszy przeniesiona na mały ekran w formie dwuczęściowego, do bólu konwencjonalnego filmu telewizyjnego, o którym nikt już nie pamięta. Wydaje mi się, że również film Douga Limana powoli okrywa się mrokiem niepamięci, co odbywa się na korzyść (faktycznie lepszych) kontynuacji autorstwa Paula Greengrassa. Ale to właśnie pierwszą część cyklu zamieszczam na tej liście, bo to od niej wszystko się zaczęło.

TOP 10 FILMÓW SZPIEGOWSKICH/ Tożsamość Bourne'a

TOP 10 FILMÓW SZPIEGOWSKICH/ Tożsamość Bourne’a

To właśnie Doug Liman w „Tożsamościu Bourne’a” jako pierwszy odszedł od nieokiełznanej fantastyki w stronę realizmu… aczkolwiek z niewielką domieszką fantazji. Rzecz jest szorstka, zimna, sprawia wrażenie paradokumentu. Gdyby nie film o cierpiącym na amnezję rozbitku (Matt Damon), który odkrywa, że jest tajnym agentem, nie byłoby trylogii Christophera Nolana o Batmanie ani Bondów z Danielem Craigiem. „Tożsamość Bourne’a” na długi czas odmieniła oblicze kina sensacyjnego.

 

  1. „Północ-północny zachód” (1959)

I znów Hitchcock na naszej liście, tym razem po raz ostatni, ze swoim najlepszym filmem szpiegowskim, a moim zdaniem – najlepszym filmem w ogóle. W historii człowieka reklamy (Cary Grant) wziętego za człowieka wywiadu mamy wszystkie elementy, które Hitchcock tak uwielbiał: zwykły człowiek wplątany w szpiegowską aferę, uwodzicielska blondynka (Eva Marie Saint), morderstwo w miejscu publicznym, morderca o homoseksualnych skłonnościach (Martin Landau), nieustająca atmosfera zagrożenia, niepewność otaczającego świata.

TOP 10 FILMÓW SZPIEGOWSKICH/ Północ- Północny zachód

TOP 10 FILMÓW SZPIEGOWSKICH/ Północ- Północny zachód

Hitchcock był jednym z najgenialniejszych reżyserów w historii. A pracując nad „Północ-północny zachód” miał do dyspozycji astronomiczny budżet (4 miliony dolarów), scenariusz napisany przez rozchwytywanego wówczas Ernesta Lehmana, fantastyczną obsadę: Grant, Saint, Landau, a także James Mason jako dystyngowany szef siatki szpiegowskiej, Leo G. Carroll jako angielski do szpiku kości szef CIA i Jessie Royce-Landis jako matka głównego bohatera (w rzeczywistości była ona rówieśnicą Cary’ego Granta – to dopiero magia kina); a także sprawdzoną ekipę: operator Robert Burks, scenograf Robert Boyle, montażysta George Tomasini (napisy początkowe nie wspominają nic o kostiumach, wydaje się jednak pewne, że to Edith Head ubrała Cary;ego Granta w kultowy szary garnitur).

Mając w ręku tyle atutów zrobienie dobrego filmu jest dziecinnie proste, zrobienie arcydzieła jednak wciąż wymaga dużo pracy. Hitchcock zrobił naładowany akcją i humorem film, którego oglądanie sprawia mnóstwo frajdy również i dzisiaj.

 

  1. „Pozdrowienia z Rosji” (1963)

Zastanawialiście się, gdzie w tym zestawieniu James Bond. A on schował się na pierwszym miejscu. Sporządzając ranking, przyjąłem zasadę, że w przypadku szpiegowskich cyklów będę umieszczał tylko jeden, przedstawicielski tytuł. W przypadku filmów o agencie 007 jest to druga część serii. Nie jest to mój ulubiony film (do tych należą „Goldfinger” i „Skyfall”), jest on jednak najbardziej szpiegowski.

TOP 10 FILMÓW SZPIEGOWSKICH/ Pozdrowienia z Rosji 1963

TOP 10 FILMÓW SZPIEGOWSKICH/ Pozdrowienia z Rosji 1963

O poprzednich filmach miałem całkiem sporo do powiedzenia. Tutaj mówię niewiele. Dlaczego? Bo to Bond. Cóż więcej można dodać?

 

Polub nas na Facebooku i obserwuj na twitterze. 

 

Marcin Gryglik

Autor Marcin

Marcin Gryglik - ur. 1985. Początkujący pisarz (początkujący od bardzo dawna), miłośnik filmu.

, ,