Dziecko,Mamy Tematy

W poszukiwaniu zaginionej ławki

14 sty , 2015  

 

Kupiliśmy chałupę. Znaczy mieszkanie. Koniec miasta, wokół zielono, bo ogródki działkowe, dużo domów jednorodzinnych, do parku piętnaście minut na piechotę. Cisza, spokój i gdy na świecie pojawił się Młody, czas spacerów i godzin spędzanych na dworze wydawało się, że będzie idealnie. I tak było do czasu poszukiwania pierwszej osiedlowej…. ławki.

 

W czasach mojego dzieciństwa ławki były pod każdym blokiem, obok placów zabaw, na skwerach. Po prostu były, bo jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy zastanawiać się nad ich użytecznością, funkcjami integracyjnymi i rekreacyjnymi. I teraz moje trzydziestoletnie JA poleci tekstem niczym ze starej reklamy cukierków mlecznych: „Dziś, gdy sama jestem matką…”. Brakuje mi ławek w najbliższej, osiedlowej przestrzeni.

 

Do zadreptania jeden krok

Wychodzimy na spacer. Kilkumiesięczny Młody, gdy tylko poczuje pęd kół wózka, odlatuje w błogi sen. Przemierzamy kilka ulic, wchodzimy do parku, z innymi matkami kręcimy się w tę i z powrotem, mija godzina, mijają dwie. Po drodze małe zakupy i coś czuję, że zaraz będzie pobudka. No to dwadzieścia minut i jestem przy domu. A ten śpi. Krążymy pod blokiem, a ten dalej śpi. Nogi zaczynają powoli wchodzić mi w pewne miejsce, więc szukam jakiegoś dogodnego miejsca, żeby przycupnąć. Oglądam piękne płoty okolicznych domów jednorodzinnych, ale przecież nie wbiję się nikomu do ogródka. Spoglądam tęsknym wzrokiem za bramy osiedli strzeżonych, wznoszę głowę ponad siatki grodzące ogródki działkowe. Wszystko pozamykane, nie ma, no nie ma gdzie usiąść. Do sprawdzenia mam jeszcze tylko kilka starych PRL-owskich bloków, które uchowały się po drugiej stronie ulicy.

 

Stare, ale jare

Brzydkie, bure bloki kryły między sobą starą, zbitą z kilku desek ławkę. Uff.  Odpoczęłam dziesięć minut, a w tym czasie w mojej głowie zrodziły się hymny pochwalne na cześć projektantów osiedli z wielkiej płyty, którzy jakieś czterdzieści lat temu zadbali o postawienie przy bloku ławki. W ogóle okolica tychże bloków wydała mi się jakąś oazą spokoju. Wokół – trochę zaniedbane, ale jednak – trawniczki, na rozsypującym się parkingu tylko jedno wiekowe auto, przy blokach kręciły się spokojnie starsze osoby, pod oknami czuć było gotujący się obiad. Młody zaczął się coś wiercić, zatem ruszyliśmy do domu.

 

Wjazd i parkowanie ZABRONIONE

Gdy wychodziliśmy z osiedla, podszedł do mnie dziad borowy.

Dobrze się tu pani spaceruje?

Dobrze – odpowiadam – Cisza, spokój, i na chwilę mogłam na ławce przycupnąć.

A czy wie pani, że to jest teren zamknięty?

Zatkało mnie. Patrzę na tego dziada i nie rozumiem. Gdy wchodziłam nie było szlabanu ani strażnika.

Wydawało mi się, że nie było żadnej tabliczki…

Proszę stąd wyjść. My tu płacimy za koszenie trawników, sprzątanie chodników, mamy wysoki fundusz remontowy, a pani sobie o tak przychodzi i wózeczkiem jeździ!

Dziadzie borowy! – powiadam. Czy ja tu śmiecę albo rozwalam chodnik? Na chwilę tylko zajechaliśmy, żeby odpocząć!

Przy wjeździe jest tabliczka, jak pani ślepa niech sobie okulary kupi.

Dziad pokazał mi ręką słup z tabliczką, a ja grzecznie ruszyłam, by ją przeczytać. I owszem, przy wjeździe na parking jak wół napisane było „WJAZD I PARKOWANIE ZABRONIONE. GROZI ODHOLOWANIEM”.

 

Nie wytrzymałam. Wróciłam do dziada borowego i w kilku dosadnych słowach wyjaśniłam mu, że mój wózek nie jest samochodem, jak chce mnie odholować to proszę bardzo i tak dalej i tak dalej…

 

Po jakimś tygodniu przechodziłam obok tego osiedla, a tam roboty. Następnego dnia wokół bloków stanął piękny, panelowy płot z szeroką bramą wjazdową. Na parkingu dalej stoi jedno stare auto. Takie brzydkie bloki, a taki piękny płot…

 

Interesujące? POLUB nas na Facebooku i obserwuj na twitterze. 

 

Avatar photo

Autor WOKULSKA

Od ponad roku matka Nieśpiałka. Przed rozpoczęciem macierzyńskiego etapu swojego życia intensywnie pracowała w branży PR. Aktualnie na urlopie wychowawczym, i wcale niespieszno jej do biura. W sezonie zimowym namiętnie fotografuje licznik gazu i wylicza jego zużycie w przeliczeniu na dni cieplejsze i chłodniejsze, w okresie letnim uwielbia hamaczyć się na Roztoczu i prowadzić nicnierobiący tryb życia. Kiedyś oglądała na HBO "Siostry McLeoda", ale dziś potrafi się już do tego przyznać.

, , ,