Dziecko,Lifestyle,Mamy Tematy,Podróże

Wakacje w Tajlandii z plecakiem i dzieckiem

27 Lut , 2015  

 

 

Od dwóch lat chcieliśmy pojechać do Tajlandii. Za pierwszym razem zbuntował się mój pęcherzyk żółciowy i zamiast na plażach Tajlandii, leżałam na łóżku szpitalnym. W tym roku niesiona nadzieją, że nic dwa razy się nie zdarza, ponownie, ze spokojem zaczęłam planować ową podróż. Termin był znany – 2 tygodniowe ferie zimowe, plus tydzień urwany Młodemu ze szkoły przed nimi lub tuż po. Zaczęło się polowanie na promocje lotnicze i w okolicach września 2014 kupiliśmy bilety. Reszta poszła z górki, ustaliliśmy ile dni i gdzie chcemy w tej Tajlandii zostać, zarezerwowaliśmy lokalne loty i hotele. Można było odsapnąć, bo to w końcu dopiero wrzesień, a my lecimy w styczniu, więc nie ma sensu się spinać…o reszcie pomyślimy po świętach. W okolicach listopada moi chłopcy zaczęli robić szczepienia konieczne przed wylotem do Azji, ja miałam z głowy, bo przy okazji feralnego pęcherzyka żółciowego sczepienia miałam już zrobione. Mijały kolejne tygodnie, termin wyjazdu się zbliżał, zrobiliśmy ubezpieczenie podróżne, spakowaliśmy 3 wielkie plecaki, przewodnik i ruszyliśmy.

Czy miałam obawy? – Owszem. Czy czegoś nie przewidziałam?- A jakże! Nie będę Wam tu pisała, co zwiedzać, co ze sobą zabrać. Takich informacji znajdziecie na pęczki. Opiszę Wam co mnie zaskoczyło, co zdziwiło i czego się nie spodziewałam po podróży z dziesięciolatkiem.

Tajlandia z dzieckiem

 

1. Kilkunastogodzinna podróż, jet lag, zmiana klimatu

Wiedziałam, że spędzimy kilkanaście godzin na lotniskach, że czeka nas zmiana czasu o 6 godzin, że będzie gorąco. Podróżując z dziesięciolatkiem naprawdę trzeba się przygotować. Zabraliśmy mu do samolotu książki, krzyżówki, karty a nawet komputer z ulubioną grą. Spakowaliśmy miliard przekąsek, bo nasze dziecko ciągle chce jeść. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Zaraz po starcie, gdy telewizorki w oparciach zostały udostępnione pasażerom, moje dziecko zniknęło w czasoprzestrzeni na całe 10 godzin. Gierki, filmy, bajki, śledzenie trasy przelotu – co za frajda! Serwowano nam 3 posiłki, nie licząc serwisów z napojami. Młody żarł na potęgę i nawet nie wspomniał o czymś z maminej torebki. Myślę sobie: teraz będzie z górki, taksówka do hotelu, kilka godzin snu i ruszamy podbijać Bangkok. Pospaliśmy ze 2 godziny i ruszyliśmy na delikatny rekonesans po okolicy, szukaliśmy głównie jedzenia i sprawdzaliśmy, czym i jak dojechać do najważniejszych zabytków stolicy. Żartowaliśmy sobie, że cały ten jet lag (zespół objawów długiej podróży i zmiany czasu) to bujda farmaceutów, którzy chcą nam sprzedać kolejne dawki melatoniny, aby go zredukować. Oj byliśmy w błędzie. Następnej nocy za nic nie mogliśmy zasnąć, leżeliśmy w łóżkach patrząc w sufit i wiercąc się niemiłosiernie. R w końcu padł, ja prawie też, no ale Młody….jęczał i stękał: „że nie może już wyleżeć, że mu duszno, że głowa boli, że oczy pieką”….No i co ja biedna matka miałam zrobić? Otóż wstałam, mimo iż zegar pokazywał 3 w nocy, zapaliłam światło, wyjęłam Changa z lodówki, Młodemu dałam czekoladę. Wyjęliśmy karty i zaczęliśmy grać w remibrydża. Około 6 rano z przekrwionymi oczami, niezdolni do dalszego podliczania karcianych sekwensów, w końcu padliśmy. Następny dzień był koszmarem. Niewsypani, poddenerwowani obudziliśmy się cali spuchnięci – jak balony. A zwiedzać trzeba, bo w końcu nie spać tu przyjechaliśmy – ruszyliśmy dziarsko w miasto. Dziarsko – dokładnie do drzwi wejściowych hotelu, tam kończyła się klimatyzacja i nasza dziarskość wyparowała wraz z pierwszym podmuchem gorącego, lepkiego powietrza. Te 4 dni w Bangkoku upłynęły na zachwycaniu się wielkim azjatyckim miastem, jego ludźmi, korkami, absurdami i zabytkami. Upłynęły na walce z niewyspaniem, opuchlizna i gorącem i wszechobecnym smogiem. Trudne to było, ale piękne:)

Tajlandia z dzieckiem - mamytatytematy.pl

 

 2. Jedzenie

Tego nie bałam się wcale a wcale. Wszyscy mówili, że brud i smród, że jedzenie prosto na ulicy szykowane, że ostre jak smok. Ja tam swoje wiedziałam. Zaszczepieni? Tak. Podstawowe zasady higieny znane? Tak. Apteczka uzupełniona na takie wypadki? Tak. No to do przodu. Aż się trzęsłam na myśl o tych wszystkich nowych smakach, potrawach i przepisach zebranych oczywiście:) Nie pomyliłam się. O tajskiej kuchni mogłabym pisać godzinami, było pysznie….Gdyby nie….no właśnie Młody. Nasz syn ma pieszczotliwe przezwisko domowe – Jamochłon. Je zawsze i wszystko. Ciągle jest głodny, nawet, gdy je to wciąż jest głodny. Długi z niego chłopak jak brzoza, szczupły jak szparag i głupi jak….żartowałam. Uwielbia po mamie nowe smaki, potrawy i kulinarne eksperymenty. A tu co? Młody nie je. Nie je nic. Dzień, drugi, trzeci – wmawiam sobie dobrze, że pije w tym upale, kiedyś apetyt wróci. Miesza co prawda w talerzach, mówi, że pyszne, ale po dwóch kęsach twierdzi, że jest najedzony. R mnie uspokaja ”z głodu się jeszcze nikt nie zesrał, spokojnie, zacznie jeść”. Piątego dnia przeprosiłam w duchu wszystkie matki niejadków, które tak potępiałam. Że latają za tymi brzdącami z łyżeczką cały dzień lub z kromeczką chleba, żeby tylko dzieciak zjadł cokolwiek. Przepraszałam je w duchu i biłam się w pierś, że mówiłam, że ja bym tak nigdy, że jak nie chce jeść obiadu to do kolacji bym przetrzymała o głodzie i sposób na niejadka gotowy. Zaczęłam latać po sklepach szukając podobnie do polskich smakujących jogurtów, grzanek, nutelli, herbatniczków. W restauracjach wertowałam z nim menu i zachęcałam, błagałam, krzyczałam – „jedz coś do cholery, bo w szpitalu wylądujemy”. Poskutkowało? Nie, tylko nerwy zszargałam, Młody po prostu 6 dnia, gdy dolecieliśmy do Chiang Mai, gdzie było 10 stopni Celsjusza mniej, po prostu zaczął jeść. Jak dawniej – wszystko i wszędzie i ciągle:). Na szczęście, gdy dolecieliśmy na wyspy i temperatura poszybowała do 40 stopni w cieniu – nadal był naszym słodkim, małym Jamochłonem.

Tajlandia z dzieckiem - mamytatytematy.pl

Tajlandia z dzieckiem - mamytatytematy.pl

 

 3. Zwiedzanie

Do objechania, opłynięcia i oblatania mieliśmy spora część Tajlandii, a w każdym miejscu kolejne tysiąc miejsc do zobaczenia. Młody uwielbia zwiedzać. Wszystkie nasze wcześniejsze podróże polegały na zwiedzaniu a nie leżeniu plackiem nad basenem. Niejednokrotnie to właśnie nasze dziecko potrafiło nas zachodzić na śmierć, bo jeszcze i tu, tam chce wejść, zobaczyć, zwiedzić. Byłam pewna, ba święcie przekonana, że teraz będzie tak samo. Ale nie było. Było gorąco i duszno, był smog i smród na ulicach. Były świątynie w liczbie nieskończonej i pałace. Ale to nie było nasze polskie, tam żaden polski król nie mieszkał, żadna nasza historia tam miejsca nie miała, nawet, jeśli w Jerozolimie śmigał po kościołach i się nie nudził – to były nasze kościoły, nasza religia. Tak więc Młody po 20 świątyni buddyjskiej rozpoczął bunt na pokładzie. „On nie idzie, ile można, to ciągle takie same”. „No synku ależ czy nie piękne?” „Piękne, piękne, ale już dość”. Na wyspie Koh Lanta jak się dowiedział, że wynajmujemy samochód i objedziemy wyspę, zamiast leżeć kolejny dzień na plaży to walnął taką minę, że miałam dość wszystkiego i najchętniej wracałabym do domu. Ale czego ja się spodziewałam, to tylko dziecko i jeśli nie ma na coś ochoty to uwierz mi matko i ojcze – poinformuje cię o tym z rozbrajającą szczerością. Nie raz w czasie tej podróży padły słowa: „ Jak byłam w Twoim wieku, to pod namiot na Mazury jechałam, a nie do Tajlandii – niewdzięczniku”, albo „ „Twoi koledzy w bloku siedzą i się nudzą w ferie a ty wybrzydzasz?” No i po co ja to mówiłam? Po co? Przecież wiadomo, że takie teksty dla dzieciaka to nic innego jak trucie starego wapniaka. Radziliśmy sobie przekupstwami. Na przykład „ Jeszcze 3 świątynie i pójdziemy na foot massage” – to działało najlepiej. Zapytałam go o jego Top 5 wyjazdu. Oto ranking: jazda na słoniu, rafting, snorkling , plażowanie i kąpanie. A gdzie zabytki? No gdzie?

Tajlandia z dzieckiem - mamytatytematy.pl

Tajlandia z dzieckiem - mamytatytematy.pl

Tajlandia z dzieckiem - mamytatytematy.pl

 

4. Bezpieczeństwo

Jak się człowiek naczyta o tej Tajlandii to obraz może PRZERAZIĆ. Sex, sex, pedofilia, sprzedaż organów, porywanie dzieci. Nasz Młody to blondynek o orzechowych oczach, no cud malina chłopak:) No, więc się obawiałam, mówiłam, że pilnować będę na każdym kroku, że nawet do toalety R będzie z nim chodził. A jeszcze jedna z książek, którą wzięłam na urlop rozgrywa się w Bangkoku. Jest to oczywiście kryminał, jest morderstwo i zamieszany w nie światek pedofili. No paranoja lekka mi się udzieliła, ale z każdym dniem uspokajałam się coraz bardziej. Bo prawda jest taka, że jeśli kłopotów w Tajlandii nie szukasz to ich nie znajdziesz. Wystarczy nie pałętać się po dzielnicach znanych z rozpusty i tyle. A Tajowie dla Olka byli przemili, w każdym sklepie miał Ciocie Tajkę, tak im się ten nasz blondynek podobał, że na porządku dziennym było, że jakaś pani mu macha, uśmiecha się lub go chce przytulać. Wszystkie Chinki zaś w jego pobliżu błagały o zdjęcie z nim. Tajowie ogólnie lubią dzieci i troszczą się o wszystkie, nawet cudze. Mieliśmy tego mnóstwo dowodów. W restauracjach, gdy zamawiał jedzenie zawsze ostrzegali przed tym, co ostre, jak się wywrócił na ulicy to pół wsi się zleciało pomagać. A już szał był wśród pań od masażu stóp, zawsze, gdy dowiadywały się, że to właśnie Olek im przepada do masażu – chichotały ze szczęścia.

Tajlandia z dzieckiem - mamytatytematy.pl

Tajlandia z dzieckiem - mamytatytematy.pl

 

5. 24h na dobę z własnym dzieckiem

Ile godzin dziennie spędzamy z dzieckiem w trakcie tygodnia pracy? No od kiedy nasze dziecko idzie do przedszkola, szkoły, ma zajęcia pozalekcyjne, basen i angielski…to może ze 4 godzinki wychodzą. A tu nagle wakacje i trzy tygodnie razem non stop. Jakaż radość, w końcu cała rodzinka w komplecie. Tylko My dla nas samych, ile przytulania i wygłupów. Razem spędzone cudowne chwile, przygody, doświadczenie i poznawanie świata. No tak, tak – oczywiście. Czytałam kiedyś, że wiele rodzin nie zdaje tego egzaminu bycia ze sobą non stop. Że rodzice są sfrustrowani, bo chcieli odpocząć, a tu ciągle dziecior coś chce. Że najzwyczajniej w świecie denerwuje ich ciągła obecność rodziny. Nam na szczęście udało się siebie znieść:) No nie powiem, były momenty złości i zmęczenia materiału, ale co zrobić-  dziecka do drugiego pokoju nie wygonisz, kary na podwórko nie dasz …nic, trzeba było czasem założyć słuchawki lub zatopić się w książkę – w toalecie:) Ale drodzy rodzice – bądźcie na to gotowi.

Tajlandia z dzieckiem - mamytatytematy.pl

 

6. Zdrowie

Wykupiliśmy sobie prywatne ubezpieczenie podróżne. Full opcja. Miało być dla nas gwarancją głównie świętego spokoju – w razie czego. Zawsze tak było, ale nie tym razem. Tym razem los zechciał nas lekko zdrowotnie przeczołgać. Na szczęście za cel wybrał sobie mnie, a nie nasze dziecko. Było więc wzywanie lekarza po nocach, bo matka ma zapalenie oskrzeli, dreszcze, gorączkę i łamanie w kościach. Były małpy , które z plecaka ukradły mi antybiotyk i zjadły większa część leków. Była kolejna wizyta na innej już wyspie, bo antybiotyk nie działał. Było pobieranie krwi do analizy, czy to przypadkiem nie jakaś groźna Denga czy Malaria. Był transport karetką – tuk tukiem, przez zatłoczone od pijanej młodzieży uliczki Koh PhiPhi. Ale było też ubezpieczenie, które dobrze dobrane gwarantowało nam bezgotówkowe załatwianie spraw, wizyty załatwiane w ciągu godziny od telefonu na polska centralę. Siedząc sobie w gabinecie u Pana Lee miałam okazje zerknąć na cennik wizyt lekarskich. 2 razy liczyłam i jak nic wyszło mi, że gdyby nie moje ubezpieczenie byłabym chudsza o 1400 zł. Jak Babcie kocham. Opłacało się zapłacić 500 zł w Polsce.

Tajlandia z dzieckiem - mamytatytematy.pl

 

Wszystko co Wam opisałam to moje subiektywne refleksje z podróży, u was może być zupełnie inaczej. Nawet gorzej:). Niemniej jednak to była cudowna podróż, ciężka, męczącą, pełna przygód, ale cudowna. Daliśmy radę, jako rodzina.

 

Interesujące? POLUB nas na Facebooku i obserwuj na twitterze. 

 

 

Ewelina Dułak

Autor Ewelina

Zawodowo związana z branżą budowlaną, prywatnie mieszkanka ukochanego Gdańska, szczęśliwa żona i matka rosnącego jak na drożdżach syna. Jej pasją jest świat kulinarny. Uwielbia odkrywać nowe smaki, po czym szybko wprowadza je do swojej kuchni. Rozdarta między idealnym BMI a idealnie wysmażonym steakiem. Miłośniczka skandynawskich kryminałów.

, , , , , , ,