Bez kategorii

WAMPIRZYCA NA DESKOROLCE -O dziewczynie, która nocą wraca sama do domu

19 Sie , 2015  

 

W „Wykolejonej”, która gości na naszych ekranach, bohater grany przez Johna Cenę ciągnie swoją dziewczynę graną przez Amy Schumer do kina na artystyczny, niezależny film amerykański, przebój festiwalu w Sundance, traktujący o ludziach zawodowo zajmujących się wyprowadzaniem psów. Film czarno-biały, z długimi ujęciami, na których absolutnie nic się nie dzieje, z bohaterami, którzy z zaangażowaniem godnym Laurence’a Oliviera wygłaszają kwestie typu „każdemu zdarzyło się zostawić psa w samochodzie”. Mówiąc językiem Facebooka: beka z kina artystycznego.

 

O dziewczynie, która nocą wraca sama do domu nie spada do poziomu beki, choć chwilami jest niebezpiecznie blisko. Oto mamy – oddaję tutaj głos debiutującej reżyserce Anie Lily Amirpour – „irański spaghetti western o wampirach”.

 

Wampir jest jeden, a właściwie jest to wampirzyca, która, w tradycyjnej muzułmańskiej chuście na głowie, nocą przemierza (najpierw na piechotę, potem na deskorolce bohatersko wydębionej od najwyżej dziesięcioletniego chłopca) ulice Złego Miasta. Którejś nocy spotyka Arasha, młodego chłopaka, wracającego akurat z balu przebierańców, gdzie poszedł przebrany za wampira. Między młodymi zaczyna kiełkować uczucie wystarczająco silne, by wampirzyca zignorowała wysuniętą w jej stronę chłopięcą grdykę.

 

„O dziewczynie…” to niemal stereotypowy film artystyczny prosto z Sundance. W przeciwieństwie jednak do przykładu przywołanego na początku, stara się dać widzom to, co kino to ma najlepszego do zaoferowania. Klimatyczny, intrygujący, z szatańsko inteligentnym humorem, jest filmem, który należy oglądać tylko i wyłącznie w mroku sali kinowej. Czuć u Amirpour inspirację Lynchem, Jarmuschem i Tarantino, na szczęście debiutująca reżyserka nie brnie w tępe naśladownictwo, zamiast tego stara się nadać filmowi piętno indywidualizmu. Jak na debiutantkę wychodzi jej to całkiem dobrze, chociaż chwilami artyzm filmu wydaje się mocno ciągnięty za uszy.

 

Nie jest to film dla każdego. Tylko koneserzy, albo przynajmniej ludzie, którzy obejrzeli więcej niż dwa filmy każdego z wymienionych wyżej reżyserów, będą w stanie poczuć przyjemność z oglądania. Reszta wyjdzie z seansu po dziesięciu minutach.

 

Ocena 4-

 

Polub nas na Facebooku i obserwuj na twitterze. 

 

Marcin Gryglik

Autor Marcin

Marcin Gryglik - ur. 1985. Początkujący pisarz (początkujący od bardzo dawna), miłośnik filmu.

, ,