Dziecko,Mamy Tematy

Z religią mi nie do twarzy. O religii w szkole

28 Mar , 2015  

 

Żyję w państwie katolickim. Wystarczy się rozejrzeć, wszędzie wiszą krzyże, a o pomniki papieża niedługo będzie można się potknąć. Czy mi to przeszkadza? Do niedawna nie. Przecież w tym wyrosłam. Kiedy byłam małą dziewczynką tata nauczył mnie „paciorka” na dobranoc, a potem posłał na religię do salki przy kościele (tak się w PRLu walczyło z systemem). Po historycznych słowach Joanny Szczepkowskiej: ”Proszę państwa czwartego czerwca osiemdziesiątego dziewiątego roku skończył się w Polsce komunizm”  ziścił się sen wszystkich, dla których religia była orężem i pociechą w walce z ówczesną władzą. Kościół katolicki dumnie wypiął pierś i wreszcie odzyskał należne mu miejsce. A miejsce to jest wszędzie tam gdzie i JA.

 

Religia w szkole

I w tym momencie zaczyna mi to przeszkadzać. Bo ja nie wierzę w boga i nie chodzę do kościoła. Moje dzieci nie uczą się modlitw, nie chodzą na religię, a ukrzyżowany Jezus Chrystus to dla nich goły ludzik.  I nie podoba mi się że mój syn, który od września idzie do szkoły będzie siedział w klasie z krzyżem na ścianie. Nie podoba mi się też, że w czasie rekolekcji będzie nudził się w świetlicy lub siedział w domu. I wreszcie nie podoba mi się,że dyrektor szkoły w odpowiedzi na moją prośbę o lekcje etyki zamiast religii zrobił taka minę jakbym właśnie zepsuła mu dzień. Szkoła jest dla wszystkich dzieci, nie tylko tych katolickich, komunijnych, w albach, ze świecą w jednej ręce i tabletem w drugiej. Są jeszcze dzieci niewierzące i dzieci innych wyznań. Niezauważone,  w przytłaczającej mniejszości kolorują na plastyce Świętą Rodzinę, grają w Jasełkach i robią wydmuszki. Niby nic się nie dzieje, nikomu to nie szkodzi, bo to taka zabawa, bo to nasza tradycja. STOP. Kościół w szkole rozrósł się do granic mojej tolerancji! Niestety na pewno nie do granic swoich możliwości. I to mnie martwi.

Religia w szkole

 

Zapytacie, a co na to moje dzieci?

Jak one radzą sobie z tym, że nie wierzą, a ich koledzy tak? Zadziwiająco dobrze, w pełni naturalnie, bez wstydu. Nie boją się napiętnowania, nie zdążyli jeszcze nawet pomyśleć o tym że komuś może się to nie podobać. W swoim ateizmie i wyrażaniu siebie doszli do perfekcji, potrafią cały autobus jadący na cmentarz w Święto Zmarłych donośnie poinformować o tym, że nie wierzą w boga, że mama i tata też nie, a następnie wymienić członków rodziny, którzy wierzą, bo chodzą do kościoła (jeszcze nie wiedzą, że jedno nie wynika z drugiego). Są otwarci i wolni. Uczą się kochać i szanować drugiego człowieka nie dlatego, że bóg tak chce, ale dlatego że akceptując innych akceptujemy siebie.

 

I have a dream

Dlatego marzy mi się, aby w szkole było więcej nauki a mniej religii, więcej myślenia i wiary w człowieka a mniej modlenia i wiary w boga. Bo ja nie boję się „gender”, gejów, ani dzieci z próbówek. Boję się fanatyków zmuszających do myślenia i życia podłóg ich woli, boję się tzw. wolności sumienia, która znieczula i krzywdzi, boję się tych, co są gotowi zginąć w obronie tradycyjnego modelu rodziny. I przypomina mi się pewien pan o nazwisku King co to miał sen, tak piękny, że łza się kręci w oku. I ja też mam taki sen Sen, w którym moi synowie rosną w poczuciu akceptacji ze strony rodziców, przyjaciół, i nauczycieli. Sen, w którym „inny” nie znaczy „gorszy”. Sen, w którym szkoła nie ocenia poprawności myślenia, ale uczy, że to dzięki tolerancji żyje się łatwiej i przyjemniej. Myślicie, że to mrzonki, że człowiek człowiekowi zawsze wilkiem? Możliwe. Ale ja zaczynam urzeczywistniać mój sen, zaczynam od własnego ogródka, a któregoś dnia… kto wie? No właśnie, kto wie!

 

Interesujące? POLUB nas na Facebooku i obserwuj na twitterze. 

NA TEMAT DEBATY

Paulina Kochaniak

Autor Paulina

Paulina Kochaniak - ukończyła studia filozoficzne, jest ekspertem w dziedzinie "wszystko i nic". Prywatnie mama dwójki przedszkolaków Mikołaja i Tymka. Lubi amerykańskie kino i bardzo długie książki.

, , , ,