Lifestyle,Mamy Tematy

Zwierzenia matki…wyrodnej?

30 Cze , 2015  

Siedzę na placu zabaw z matkami z przedszkola. Siedzę i słucham. O tym, że sześciolatki nie nadają się do szkół. O mamie Hani, która nie udziela się w Radzie Rodziców, no a przecież powinna (matką jest przecież!). O tym, że chemia z Niemiec jest lepsza od tej naszej z Tesco. I na koniec przegląd tego, co kto ma na obiad… Umieram. Dusza opuszcza ciało i błąka się wszędzie tam, gdzie nie ma moich mamuśnych matek z przedszkola.

Ale one widzą we mnie jedną z nich. Świetnie gram swoją rolę: Jestem na każdym zebraniu. Zbieram plastikowe nakrętki. Zawsze terminowo płacę za przedszkole. A jeśli dzieci muszą przynieść pudełka po zapałkach, bibułę, plastikowe kubeczki lub ubrać się na niebiesko, to jestem zawsze przygotowana. Świecę przykładem. W tym roku dostałam nawet dyplom od pani dyrektor – nie pamiętam za co, ale na pewno było to związane z moim kryształowym charakterem.

Jednak…(zawsze się znajdzie jakieś „jednak”, „ale” lub „chociaż”) ostatnio na placu zabaw mama-Basia rzuciła mi między oczy pytanie: A skąd ty wracałaś w niedzielę o siódmej rano? Marek wyszedł na chwile na balkon i widział cię pod blokiem. Nie powiesz mi, że po bułki chodzisz na obcasach!

Nastała cisza trwająca wieczność. Ziemia stanęła w miejscu. Najwidoczniej wcześniejsza opowieść o niesprzątniętym korytarzu uśpiła moją czujność. No nic, nie ma co kłamać, czas uchylić rąbka tajemnicy o moim podwójnym życiu (ha!).

Ja: Wracałam z sobotniej imprezy. Wiecie jak to jest, przedłużyło się trochę…

Cisza. Cisza. Cisza. Dialog nam się kleił jak nie wiem co.

Mama-Monika: A dzieci???

Ja: Na weekend były u taty.

Mama-Monika: Dzieci ojcu zostawiasz, a sama na balety idziesz?

Ja: Tak, może następnym razem chcecie iść ze mną?  (He-he-he)

Tata-Marek wyraźnie się rozpromienił. To dobrze, bo wcześniejsza anegdota o niesprzątniętym korytarzu nieco go przybiła.

Matki jedna przez drugą: Nieee, no że tobie się jeszcze chce, no wiesz…

Tata-Marek znowu skapciał.

 

A tak! Chce mi się. Jest we mnie coś, co ciągnie mnie w miejski mrok. Idę z bijącym sercem pustymi ulicami, do ludzi, do gwaru w knajpach, do muzyki w klubach… I kiedy mama-Basia i mama-Monika oglądają w domowych pieleszach „Twoja twarz brzmi znajomo”, ja swoją twarz zmieniam, na tą drugą nie-maminą. I nie tylko ja tak robię. Patrzę jak kolorowe ptaki mojego miasta zlatują się do gniazda, dzietni i bezdzietni, małżonkowie i rozwodnicy. Przy kielichu z zamglonym okiem oswajają rzeczywistość, chcą zerwać gombrowiczowską gębę, chęć tym większa, im dłużej trwa noc.

Czy nie wybawiłam się przed urodzeniem dzieci? Tak, ale teraz chcę jeszcze. Był czas na zabawę na studiach, potem był czas na dzieci i rodzinne życie, był też czas na ból i rozstanie… wszystko się kończy i wszystko zaczyna.

Na co dzień jestem mamą, taką prawdziwą maminą. Wstaję rano, robię moim kochanym żbikom śniadanie i nalewam ciepłe mleko do kubków. Odprowadzam do przedszkola i idę do pracy. O 16.00 szybkie zakupy i z siatami biegnę po chłopaków. Plac zabaw, w domu bajka, mała kłótnia, kolacja, kąpiel, czytanie i spanie. I tak codziennie od poniedziałku do piątku, trochę przytulasków i buziaczków. I trochę wrzasków, aby sąsiadom za nudno nie było. Bezpieczna rutyna! Trzyma mnie w pionie, daje punkt odniesienia. Ale potrzeba czegoś jeszcze. Myśli kołaczą się po głowie, coś nie daje mi spokoju, chodzę jak lew w klatce i kiedy mogę… uciekam. O tak!!

I nie patrz tak na mnie Matko-Polko! W kapciach i fartuchu, cała w mące, pachnąca ciastem, rumiana i dobra, nie patrz jak wracam do domu nad ranem, nie odchylaj firanki w oknie kuchennym, zlituj się i zamknij oczy. Nie osądzaj, nie wymagaj, daj mi wolność, zabierz troski. Matko-Polko, chcę się zdrzemnąć na kanapie. I nie pytaj A gdzie byłaś, po co, z kim. Przestań szeptać mi do ucha, że to wstyd, że nie wypada… Przecież dziś już niedziela, zaraz przyjdą dzieci, zaraz znów będę mamina, taka dobra jak ty, taka uporządkowana jak ty.

A jak nie dasz mi spokoju, to zburzę TEN cholerny pomnik w mojej głowie. Zrobię przeciąg i wpuszczę myśl, że wolno mi wszystko. Potem poukładam siebie na nowo, tak jak JA tego chcę. Bo jestem mamą kochaną, najlepszą, niedoskonałą. Nic nie muszę, mogę wiele. A wszystko to zrobię dla siebie. Dla matek moich kochanych. Dla przyjaciółek, ich kochanków, i dla swoich też. Zrobię to dla córek, takich jak ja, żeby łatwiej było im zrozumieć siebie i zrobię to dla moich synów, żeby łatwiej było im zrozumieć kobiety.

 

Interesujące? POLUB nas na Facebooku i obserwuj na twitterze. 

 

 

Paulina Kochaniak

Autor Paulina

Paulina Kochaniak - ukończyła studia filozoficzne, jest ekspertem w dziedzinie "wszystko i nic". Prywatnie mama dwójki przedszkolaków Mikołaja i Tymka. Lubi amerykańskie kino i bardzo długie książki.

, , , , , , ,